dzisiaj jest piekna pogoda. pogoda idealna. na wszystko. na stanie na balkonie i zwyczajne, cudowne mokniecie. na pozwolenie kroplom robienia ciemnych zaciekow na spodniach, na pozwolenie im przemoczenia mnie na wskros. dziecko, na szczescie nie moje, pomrukuje i marudzi caly dzien. jemu pogoda nie przypadla do gustu.
ale jest cudownie, wyszlam na dwor i zbieram zmokle, brazowe liscie kasztanowcow. wkladam je miedzy kartki ksiazki telefonicznej; marszcza sie pod wplywem wilgoci. wiem jednak, ze w pewnej chwili bedzie mi juz za zimno, bedzie mi zbyt mokro i schowam sie z powrotem do domu. zmienie ubranie, a tamto wrzuce do pralki, wypiore, resztki lisci trafia do sciekow. nie bedzie juz sladu po tamtym deszczu. nie mozna wiecznie moknac, grypa to nie jest to, o czym w tej chwili marze. nie pozwol mi przemoknac.
wtorek, 31 sierpnia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz