Bardzo sympatyczny weekend za mna, musze przyznac. Troche niespodzianek, troche zmiany planow.
Oddalam sie kontemplacji nad niesamowita przyjemnoscia i wrecz magia dotyku. Nie mam tutaj na mysli nic zdroznego, ale subtelna erotyke i cala mase innych emocji, jaka moga wyrazac dwie splecione, glaszczace sie dlonie. Kiedy kolejne chwile trwaly, nie moglam sie po prostu nasycic cala gama bodzcow. Widok dloni kojarzyl mi sie z kwiatem - z filmem przedstawiajacym caly cykl zycia kwiatu, poczawszy od wykielkowania z ziemi i piecia sie w gore, przez rozwoj, po gubienie platkow. Najbardziej do tej wizji pasowal bialy tulipan, chociaz nie wiem, czy taki wystepuje. Uczucie, kiedy opuszki palcow jednej dloni muskaja wewnetrzna strone drugiej, dotykaja nadgarstka, po czym na chwile splataja sie z druga dlonia, jakby chcialy wspolnie sie pomodlic. Za chwile wszystko sie powtarza, dlonie zamieniaja sie rolami. I tak w kolko, w kolko, przez dziesiec minut, dwadziescia, godzine. A i tak ciagle bylo malo.
Druga bardzo przyjemna rzecza jest mizianie po glowie, kiedy palce przeczesuja wlosy. To troche laskocze. Moment, kiedy palce nieopatrznie przeslizguja sie po szyi, po policzku. Moglabym tak lezec godzinami.
Jest cos jeszcze - nosek. Mizianie noskami. Jakkolwiek infantylnie by to nie zabrzmialo. Jeszcze nie pocalunek, ale czuje aure, cieplo, zapach. Badam twarz, sprawdzam, czy wszystko jest tak, jak ostatnim razem. Czy dokladnie zapamietalam. Czuje oddech. Czuje sie bezpieczna. Moge odplynac.
Bylo bardzo milo. Bylo konstruktywnie, chociaz nie obylo sie bez zgrzytow. Ale czy chaos i destrukcja nie moga przyczynic sie do zbudowania czegos fajnego?
I filmowo bylo: Upadek, Simpsonowie, REC i Konstelacja Jodorowsky, w polowie ktorej zasnelam. I rozmownie do wczesnych godzin porannych; sennie, bo jak tu sie wyspac w dwie czy trzy godziny; muzycznie - koncert krainskiej folkowej formacji, bardzo przyjemne granie, nieco sentymentalne, nieco dziwaczne, zwlaszcza w polaczeniu z elektronika; smacznie, w koncu w tym roku nie jadlam nadmorskich gofrow, nadrobilam wiec na Krakowskim Przedmiesciu. Jedynym aspektem, dla ktorego wspomne o krzyzu, jest po prostu fenomen tego, ze ludzie ciagle tam sa i gadaja o tym, jakby naprawde nie mieli nic lepszego do roboty. Generalnie to im zwykle zazdroszcze bezproblemowego zycia, bardzo chcialabym takie miec. Chociaz w koncu to nasz umysl generuje problemy. Nie zycie.
Mam duzo energii na nowy tydzien. Musze miec duzo energii, duzo sily.
poniedziałek, 13 września 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz