poniedziałek, 20 września 2010

jak zwykle bedzie nie po kolei.

zaczne od dnia dzisiejszego, czyli soboty. postanowilam pojsc na dluzszy spacer z psem, lazilam jakies cztery godziny i rozne rzeczy po drodze widzialam. najbardziej spodobal mi sie Pan, taki, ja wiem, kolo 45 lat. mojego wzrostu, przecietnej budowy ciala, wlosy juz mocno przyproszone siwizna; waciakowata kurtka, cos neseseropodobnego w reku, spodnie w kant, tanie eleganckie buciki. ten Pan wzbudzil we mnie straszna litosc – stal przy lawce chopinowskiej (takiej 'grajacej') i wciskal konsekwentnie guzik wlaczajacy muzyke, i przygladal sie tresci wyrytej na blacie. muzyka nie chciala grac, a on dalej stal i wciskal ten guzik, z mina wyrazajaca mniej wiecej 'nic z tego nie rozumiem'. szlam powoli nieopodal lawki, obserwujac wszystko jednym okiem; Pan to zauwazyl i bardzo sie speszyl. odszedl od lawki, przez chwile szlismy w tym samym kierunku, on troche przede mna. tak samo zblakany, tak samo samotny, tak samo pojedynczy w calym miescie jak ja. tak samo nic nie rozumial, tak samo chcial tylko posluchac muzyki. zrobic ze soba cos po zmroku. dlaczego nie byl w domu? dlaczego chodzil w spodniach w kant i waciakowatej kurtce, z neseserem w reku? jaka byla jego historia? troche zaluje, ze z nim nie porozmawialam, naprawde czulam nic porozumienia miedzy naszymi duszami.
a potem zbieralam zoledzie i liscie, i wyrzucalam liscie w gore, by spadaly na mnie powoli i delikatnie; i rzucalam psu zoledzie, niech ma zwierze radosc z uganiania sie za malymi kuleczkami.

piatek. piatek byl smieszny calkiem. z mlodym wyszlam na spacer dopiero kolo poludnia, wczesniej paskudnie sie czulam. umowilam sie z moim to-skomplikowane w parku, a trzeba nadmienic, ze to-skomplikowane nie spal cala noc, bo robil projekt majacy na celu przekonania pewnego studia kreatywnego do przyjecia go do pracy. tak wiec wyszlismy sobie elegancko, spotkalismy sie z w/w jegomosciem i zasiedlismy na lawce. bawilismy sie z maluchem, to-skomplikowane uznal, ze widzi podwojnie – bylabym dobra mama (!!!), no i w sumie z Hipolitem jestesmy do siebie podobni, przynajmniej w kwestii smiania sie, machania raczkami i wydawania z siebie radosnych dzwiekow. slonko przygrzalo, staesze dziecko dojrzalo do drzemki w wozku, starsze dziecko uwalilo sie na mych nogach i rowniez postanowilo sie przespac. I tutaj ja mialam piekny, idealny obraz wspolnych cech dziecka i mezczyzny. gdy panowie zasneli, obaj niemilosiernie sie slinili i ruszali ustami; Hipowi na pewno snilo sie zarcie, a co za tym idzie – cycek, bo strasznie ciamkal. sadze, ze sen to-skomplikowane tez byl albo o cyckach, albo o jedzeniu. obaj sie wiercili, obaj costam sobie gaworzyli. obaj maja niesamowicie blekitne oczy, obaj lubia wymachiwac rekami i byc w centrum uwagi, obaj obudzili sie w tym samym momencie. a potem kawalek przeszlismy sie razem, po czym kazde poszlo w swoja strone. oprocz Hipa, ktory nie mial wiekszego wyboru i byl skazany na moje towarzystwo.

a przekazywanie sobie pewnych informacji myslami? mozliwe, czy bujda? to-skomplikowane poszedl do sklepu bo jakies buly. zapytal, czy chce cos konkretnego; powiedzialam, ze nie, niech on wybierze. wszedl do srodka, a mi przyszla ochota na bulke z budyniem, juz mialam dzwonic, kiedy jednak pomyslalam – nie, na pewno bedzie wiedzial, jaka chce.i co? dostalam bulke z budyniem. wieczorem telefon – co chcemy jesc? moze chinol? okej, tylko tym razem cos z kurczakiem, wybierz sam. tak jak w poprzednim wypadku, nagle przyszla mi ochota na cos konkretnego. i znow mialam napisac, co chce, ale pomyslalam – nie, na pewno bedzie wiedzial, przekaze mu to telepatycznie. 'mamy kurczaka z orzechami.' za jakis czas otworzylam lodowke w jego apartamencie. jest – jogurt, na ktory mialam od dwoch dni szalona ochote, czekal na mnie, brakowalo tylko diamentowej poswiaty dopelniajacej uroku. i jak to jest wszystko mozliwe? o ile w tym ostatnim przypadku doskonale wiedzial, ze uwielbiam panacotte z sosem karmelowym, o tyle nigdy nie przejawialam publicznie zbytniego entuzjazmu w stosunku do bulek z budyniem i kurczaka z orzechami. oooo, nasze umysly sa polaczooooneee....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz