jakis czas temu granat urwal mi noge. lezalam miesiac w szpitalu, dochodzac do siebie; nie moglam przywyknac do tego, ze zamiast nogi bede musiala uzywac kuli, a moze moze moooze za jakis czas zakupie sobie jakas zacna proteze. tylko ze proteza to nie to samo co moja kochana nozka, a ludziom nogi niestety nie odrastaja, nad czym serdecznie ubolewam. tak wiec nauczylam sie kustykac o kuli, calkiem niezle mi to juz wychodzi. brak nogi widoczny przy zakladaniu spodni czy po spojrzeniu w lustro, jednak jesli o tym nie myslec, to i roznicy nie czuc. rzecz jasna nie bardzo moge popierdzielac do autobusu - zwlaszcza, gdy na chodnikach gololedz. spoko spoko. da sie zyc bez nogi.
ale dzisiaj, dzisiaj czuje sie wyjatkowo gorsza od wszystkich. nie wiem dlaczego, ale tak mam. sa dni, kiedy czuje sie naprawde beznadziejna - nieciekawa, glupia, nieatrakcyjna, nie mam swiatu nic ciekawego do zaoferowania. wlasnie dzisiaj jest taki wieczor, w zwiazku z czym wlewam w siebie hektolitry... HERBATY! tak prosze panstwa, herbaty winter time, jakiejs owocowo-imbirowej, sluchajac genialnego pana Von Tilla. a przeczytalam o nim, ze jest nauczycielem w podstawowce. ile ja bym dala, zeby miec takiego nauczyciela.
to chyba tyle na dzisiaj. jeszcze chwile porozpamietuje swoja utracona, gnijaca gdzies tam radosnie noge i prawdopodobnie udam sie do krainy snow. zeby znowu doswiadczac jakichs chorych wizji, doprawdy.
mozna przystosowac sie do zycia w kazdych warunkach, szkoda tylko, ze jestem podzielona na 'rany, przeciez jeszcze tyle zycia przede mna, wszystko moze sie zdazyc, zajebiscie!' a 'jutro moze mnie przejechac samochod, a moja utracona noge moga zezrec na smierc robaki, ja chce wszystko juz teraz'. to bardzo bardzo wszystko komplikuje.
sobota, 4 września 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz