wtorek, 28 września 2010

male dziecko to jednak calkiem dobry wynalazek. oczywiscie, nie wlasne male dziecko. tylko takie, ktore nie zdazy przez 8h porzadnie zmeczyc, ale ktore wzbudza same mile odczucia. przy takim malym mezczyznie zapomina sie o calym swiecie, trzeba sie nad nim bardzo skupic i caly czas sie usmiechac, zeby sie nie rozplakal.

wczoraj poszlam jednak na ow koncert. bardzo mi sie podobal, w dodatku support (head of wantastiquet) ukontentowal mnie na rowni, jesli nawet nie bardziej, niz gwiazda wieczoru czyli red sparowes. potem jeszcze dobilam sie piwem z kumplem, wiec noc byla krotka. to tez dobrze, chociaz niedobor snu daje mi sie we znaki... zwlaszcza wtedy, kiedy musze wstac.

z ogladania mieszkania niestety znowu wyszly nici (czemu mnie to nie dziwi?), w zwiazku z czym pojde chyba popelnic samobojstwo na silowni. jest maciek, jest wesolo, bede robic kark, a jak! bede przedrzezniac wszystkich panow z niewielkimi mentalnymi penisami, ktorzy chca to nadrobic rozbudowana masa miesniowa. niektore panienki to lubia, ale sadze, ze i tak wylacznie dla lustra. no i konkurentow. w kazdym razie, prosze trzymac kciuki za wieczorny telefon, chcialabym juz nie byc bezdomna.

no i zastanawiam sie nad weekendowym 'jakims wypadem gdzies' - ostatnio ciagnie mnie w gory. zawsze wolalam morze, a tu nagle bieszczad mi sie zachcialo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz