piątek, 10 września 2010

note to self - pamietac, zeby nie zaczynac imprezowac z Kama, kiedy musze nastepnego dnia isc do pracy. ja pierdziele. i nie bylo alkoholu, i siedzialysmy w domu dwie same, ale nam to wystarczy, zeby urzadzic sobie debilny maraton. w ruch poszly stare hiciory, potem siedzialysmy przed jutubem, ogladajac jakies starsze i nowsze idiotyzmy. prawdziwym przebojem okazal sie pewien odcinek reality show o tygodniowej zamianie zonami miedzy dwiema rodzinami. odcinek ow zatytulowany bym 'god warrior' i naprawde spralo nam to glowy. zwlaszcza fragment:


potem Kamie przypomnialy sie 'kurczaki i ziemniaki' w wykonaniu premiera Tuska, natomiast mi zaczela po glowie chodzic parodia innej wpadki politycznej, przez bita godzine probowalam sobie przypomniec, jakiej. i tak, kocham swoj mozg! oto dowod, ze jeszcze cos tam jest. przypomnialam sobie, moje szare komotki nie zawiodly, wiec puscilysmy 'usy-tasy' posla Kaminskiego, z czego Kama miala bezgraniczny ubaw, i puszczala to w kolko przez kolejne pol godziny. nasza impreza tym samym zakonczyla sie jakos kolo 3.30, no a z nauki matmy wyszly nici.

1 komentarz:

  1. Hoho, gdyby takie obrończynie wiary stały pod naszym polskim krzyżem... Żadne bariery nie stanowiłyby przeszkody:P Babskie wieczory nie sprzyjają nauce:P

    OdpowiedzUsuń