roztargnionam. chcialam herbate zalac domestosem, bo stal dosc blisko czajnika. zorientowalam sie w pore. zastanawialam sie tez nad tym, co sasiedzi w bloku na przeciwko maja w oknach - wygladalo to jak jakies male ruchome robociki, lub wiecznie machajace ogonami statyczne koty, i tylko te ogony byly widoczne. lornetka rozwiala moje watpliwosci, okazalo sie bowiem ze to zwykle odstraszacze na golebie zatkniete w doniczki.
przemieszczam sie do Kamy. z cala miloscia do mojej siostry, ale dzis wieczor nie czuje sie zbytnio dobrze w tych progach. czuje, ze woli zostac sama ze swoim facetem; rozumiem to i szanuje. wiec zmykam. pakuje swoj niewielki dorobek do plecaka i jak slimak przemierzam swiat tu i tam. mam domek na plecach. niedlugo bede wybierac karton, w ktorym zamieszkam od pazdziernika.
czwartek, 9 września 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz