wtorek, 14 września 2010

sklamalabym, gdybym powiedziala, ze dzien zle sie zaczal. tzn. zalezy jeszcze czy za poczatek dnia uznawac poczatek kolejnej doby, czy tez moment, w ktorym czlowiek wstaje z lozka.
jesli mialabym uznac za poczatek dnia ten pierwszy wariant - bylo super. rozpoczelam dobre od prania mozgu scenami wycietymi z Wonder Showzen. jesli zas chodzi o moment pobudki, nastapil on o poltorej godziny za pozno. tak, budzik niestety zawiodl i obudzilam sie o 8.34, czyli od 4 minut powinnam byla byc juz w pracy. nie zdazylam umyc zebow, wdzialam na siebie wczorajsze ciuchy, nie pomyslalam o zadnej bluzie i wybieglam z mieszkania. no, pol biedy, Justyna mnie chyba nie zabije. wsiadlam do tramwaju i mily pan obok mnie oswiadcza donosnie, iz prosi bilety do kontroli. tramwaj niskopodlogowy, dlugi. jeden kanar na caly pojazd, akurat musial, MUSIAL wejsc za mna. nie mialam sily, zeby kombinowac, bylam zbyt nieprzytomna. na odchodne zyczylam panu milego dnia zapewniajac przy okazji, ze moj na pewno bedzie udany. wisienka na torcie okazal sie spacer z mlodym, bo troche mnie przepizgalo, jako ze bylam ubrana o wiele za lekko na ten chlodny poranek. coz, za przyjemnosci trzeba placic.
co do wczorajszego ogladania mojego mieszkania marzen. w drodze na miejsce powiedzialam sobie, ze jesli tylko nie bedzie mi tam kapac na glowe - biore. nie potrzebuje jakiegos wysokiego standardu. pomijajac droge po schodach i pierwsze wrazenie, co sie okazuje? ze cieknie z dachu. jea! cieknie do komorki, na scianach w pokoju tez zacieki i popekany nieco tynk. mieszkanie nie ma tez normalnego ogrzewania, tylko piecyk elektryczny. chociaz jest tez piec kaflowy. i taka oto anegdotka:
ja: o, a czy ten piec dziala?
pan wlasciciel: dziala, dziala.
ja: super, to mozna palic!
pan wlasciciel: a po co?

sa biale sciany, ktorych nie moge pomalowac; pan tez z pewnoscia nie zgodzi sie na psa. i jeszcze jedna ciekawostka, ktora mnie nie zniechecila, a w moich oczach mieszkanie zyskalo dodatkowo swojski klimat - kibel i lazienka sa polaczone. sa polaczone z KUCHNIA. wchodzac do pomieszczenia widzimy po lewej stronie zlewozmywak, obok niego wanne, mala praleczke - to wzdluz lewej sciany. na przeciwko wejscia stoi niewielka lodoweczka, a za lodoweczka uroczy sraczyk, z widokiem na tyl lodoweczki. spoko, bede mieszkac sama wiec da sie przezyc, ale co zrobic, jesli sie zaprosi kilka osob i impreza bedzie sie chciala tradycyjnie przeniesc do kuchni?
szukam zatem dalej.

jutro czeka mnie wycieczka do wesolego miasteczka, zostaje porwana na samochodziki :D moze byc ciekawie. wieczorem koncert.

a dzis? nie wiem, sama jestem ciekawa, co dzisiaj jeszcze sie stanie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz