piątek, 24 września 2010

wczorajszy dzien byl owocny jesli chodzi o meska adoracje. czy przemawia przeze mnie proznosc? chyba nie, mam nieco inne stanowisko w sprawach damsko-meskich. czy tam mesko-damskich.
szlam chodnikiem do domu. kierowca autobusu zagapil sie na mnie i zamiast skrecic w prawo, pojechal prosto. ja poszlam swoja droga i widzialam tylko, jak zawraca i skreca tam, gdzie powinien.
szlam chodnikiem w strone metra. rowerzysta zagapil sie i skrecil tam gdzie chcial skrecic nieco za wczesnie, przez co rabnal przednim kolem o kraweznik i przelecial przez kierownice.
cos panowie mieli problem ze skrecaniem chyba. a tez dziwne, bo ani rozgogolona nie lazilam wczoraj, ani tez specjalnie nie wylaszczona.

wieczorem polazlam do ymprezowni, gdzie rowniez nie moglam narzekac na brak meskiej uwagi, sama sie zbytnio o nia nie proszac. a jednak. w drodze do domu naszla mnie taka refleksja, iz jakis czas temu jadlam pyszna, prawdziwa czekolade, a teraz ktos usiluje wcisnac mi wyrob czekoladopodobny w papierku po lindtcie.
a propos czekolady, od kilku dni obiecuje sobie, ze kupie duze pudeleczko after eight, ale jakos ciagle mi to umyka. czy mietowe czekoladki zabija gorzki posmak?
o polnocy umowilam sie z moim wspollokatorem na szklaneczke martini - sam zaproponowal, co mnie wielce zdziwilo, gdyz kolega niemalze abstynent. w dodatku wypil 3x wiecej niz ja. a teraz staram sie nie pozwolic kacowi zawladnac moim dniem.

zrobilam tez cos dosc odwaznego jak na mnie. moj to-skomplikowane w przyszly poniedzialek ma urodziny, ale ze postanowilismy sie dwa dni temu od siebie odciac, prezent przekazalam mu wczoraj. bo kto wie, co bedzie w przyszly poniedzialek i jak nasze relacje beda wygladac. oprocz 'kupnego' prezentu chcialam podarowac mu cos wyjatkowego. wiec dalam mu kilka swoich wierszy, napisanych przy okazji pierwszego rozstania. dorzucilam rowniez zapiski, jakie prowadzilam, kiedy sie poznawalismy. pisalam swego rodzaju dziennik w formie listow do niego, chociaz nigdy nie zakladalam, ze na pewno mu je kiedys dam. to byl impuls. prezent otworzyl od razu, caly on. nie poczekal. z 'kupnego' bardzo sie ucieszyl, ale czy przeczytal te 'niekupne', tego nie wiem.
nadal nie rozumiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz