niedziela, 17 października 2010

bardzo udany koncert, musze przyznac. co prawda mozna by go smialo nazwac najmniejszym koncertem swiata, poniewaz mimo ze przyszlam juz po 20.00 bylam chyba druga czy trzecia osoba nie wliczajac ekipy. ogolnie bylo okolo 30 osob, ale mialo to swoj urok, przynajmniej nie bylo siekiery i bylo w miare dobrze wszystko widac i slychac. w sumie co do tego slychac - piekne dziewcze z mikrofonem z poczatku zdawalo sie byc jeno ozdoba widowiska, bo usta otwierala, a dzwieku zadnego nie wydawala. jednak z czasem sie rozkrecila i dodala swoim wokalem calkiem niezlego klimatu. bylo tak jak lubie - bez wielkiego opoznienia, bez supportow, bardzo wkrecajaco i hipnotyzujaco. wizualki tez niczego sobie.
no ale zeby by bylo zbyt fajnie - zorientowalam sie, ze zapomnialam kluczy, a lukasz wstaje jutro do pracy o 4.00 i pewnie by chcial sie polozyc spac wczesniej... zla na siebie musialam wyjsc przed koncem koncertu. zdarza sie. wieczor super.

i szlam ciemna noca, buty stukaly o ziemie, stukot odbijal sie od scian budynkow, walil mnie w uszy kijem bejsbolowym - obezwladniajaco, rytmicznie, az poczulam zawroty glowy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz