wtorek, 19 października 2010

dobry dzien to byl i udany. ale pisac mi sie nie chce.

cycki mi zmalaly, a wraz z nimi chyba i rozum. nie, wroc, rozumu to ja nigdy za duzo nie mialam. ale mialam przynajmniej czym nadrabiac. teraz to ani tego, ani tego. uuuu, chowam sie do swojej skorupki, wystawiam czolki, ustawiam odpowiednia czestotliwosc i hibernuje sie na 150 lat. chce zobaczyc, jak bedzie wygladal swiat dlugo po tym, kiedy powinnam byla umrzec. to takie, takie ciekawe. wiecej ego, mniej alter, wiecej centrum, mniej prowincji. zolta filizanka i fioletowy spodek stanowia zgrany zespol, dlatego tez rozpieprzylam je elegancko o wschodnia sciane, patrzac z satysfakcja, jak maciupkie odlamki porcelany opadaja na podloge. ale jak posprzatac ten niewyobrazalny balagan? niby male drobinki, a jakze upierdliwe. niby maluszki, ale z dywanu trudno zebrac je bez odkurzacza. cala noc sleczec bede z penseta i wydlubywac je spomiedzy wlokien. ja i nieja. zla lza. zolza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz