dorwalam osho 'bliskosc', oooch, balsam, balsam dla duszy! moze zbytnio sobie schlebiam, ale jestem na dobrej drodze do Szczescia. prawdziwego, czystego Szczescia, bo jestem miloscia, jestem energia i swiatlem, jestem dobrem i chcialabym sie tym dzielic z ludzmi. i nie, nic nie bralam. po prostu czuje, jak tli sie we mnie kaganek z (chyba) niemozliwym do zgaszenia plomyczkiem.
doszlam dzisiaj do wniosku pewnego. odstaje od wiekszosci spoleczenstwa, od sporej grupy otaczajacych mnie ludzi. ciesze sie zyciem jak dziecko, w ogole ze wszystkiego ciesze sie jak dziecko. ubieram sie kolorowo, kupuje w lumpeksach maskotki i czapki z wielkimi rozowymi pomponami. gadam do psa na spacerze. patrzac przez pryzmat zwyklego kowalskiego, moge wydawac sie po prostu nienormalna. i tak, musze sama siebie zapytac, czy chce byc prawdziwa i szczera wobec samej siebie, nie bac sie wysmiania czy dziwnych spojrzen na ulicy (do ktorych w sumie juz przywyklam), czy tez dla swietego spokoju tlumic siebie w sobie i odkrywac sie tylko w gronie najblizszych, nie narazajac sie tym samym na nieprzyjemnosci? pewnie wiele osob powiedzialoby od razu - olej ludzi! ale ilu takich krzykaczy jest na tyle odwaznych, by powiedziec w danej chwili co mysli, nie owijajac w bawelne?
zyje dla siebie. nie bede zakladac sterty masek. daje sie porywac emocjom, jestem impulsywna, jestem wulkanem radosci i energii. jestem prawdziwa.
i polecam sushi SATORI. jest najlepsze w miescie ever i w ogole. kocham ich.
środa, 13 października 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz