jestem polaczeniem gali dali z matka teresa i glazem narzutowym. jestem patykiem wrzuconym do rzeki, plyne spokojnie z jej pradem. co wy, mezczyzni, zrobilibyscie bez kobiet? a co my zrobilybysmy bez was? bylo by nam naprawde nudno.
a tak z innej beczki, przeczytalam artykul o mateuszku chorym na mukowiscydoze. o tym, ze dzieki artykulowi na portalu z wiadomosciami nagle dobroczyncy zaczeli walic drzwiami i oknami. tak samo z tomkiem, co sie zatrul muchomorem sromotnikowym. oczywiscie, szkoda mi tych dzieciakow i bardzo sie ciesze, ze znajduja sie ludzie, ktorzy chca im pomoc. ale. takich dzieci jest mnostwo, w kazdym bloku, w kazdym wiekszym miescie w szpitalach dzieciecych, wszedzie. czy ci sami wspanialomyslni ludzie nie wpadna na pomysl, by poszukac na wlasna reke jakiegos potrzebujacego dziecka, znalezc jakas fundacje pomagajaca maluchom w potrzebie? nie, trzeba wszystko miec podane na tacy. poki nie beda trabic na tefauenie, na wupe czy innych gazetach, to problemu nie ma, nie widac. ile procent z tych wspanialych, czulych ludzi jest w stanie na codzien wykonac chociazby drobny mily gest wobec obcych osob.
za duzo madrych mysli mam na dobranoc. sziiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiijet...
poniedziałek, 25 października 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz