sobota, 30 października 2010

kolejny dzien z rzedu sen ograniczyl sie do niecalych 3h. kladac sie w koncu naprawde spac zerknelam na czasomierz, pokazal mi 5.20. znowu zaspalam, mimo ze nastawilam dwa budziki. do pracy poszlam po prostu nieprzytomna. z kilku powodow. czas wlokl sie niemilosiernie, ale teraz bede miala az piec dni wolnych pod rzad. bosko. przeprowadze sie, uklepie, wyspie.

dzisiaj zostalam porwana do teatru na Les Miserables. bardzo prawdopodobne, ze to tylko moj prostacki, prymitywny umysl nie byl w stanie pojac geniuszu spektaklu. to byl disney przelozony na deski teatru. naprawde, bakowalo tylko niebieskich ptaszkow z wielkimi blyszczacymi oczyma oraz wlosow powiewajacych w polobrocie w zwolnionym tempie. poza tym przysypialam. z powodu zmeczenia oraz niesamowitej wartkosci akcji. pierwszy raz w Romie bylam kilka lat temu na Kotach - z siostra i owczesnym pozal sie boze szwagrem. wyszlismy stamtad podczas pierwszej przerwy (chyba taka karma musicali) i poszlismy na sushi, wtedy nastapilo moje rozdziewiczenie w tej kwestii. milosc od pierwszego wejrzenia. dzisiaj nie bylo inaczej - wyszlismy po pierwszej czesci i pojechalismy do Satori na szame. i tak jak kiedys mi pokazano sushi, tak dzisiaj ja wystepowalam w roli przewodniczki, poniewaz x mial dzisiaj do tej szamy pierwsze podejscie. smakowalo mu, wiec plus dla mnie. tez sie nazarlam. bosko. poza tym poznalam, co to odciski od obcasow.

obiecalam tez xx, ze poswiece mu kawalek w dzisiejszych wypocinach, poniewaz stwierdzil, ze wkreca sie w moja chora psychike. a wiec moj drogi, publicznie wspominam uwage, jaka przez Ciebie dostalam, kiedy siedzielismy w pierwszej lawce w podstawowce, bo mnie zagadywales. pamietam tez jak zrobiles mi mini kolo garncarskie z napedu magnetofonowego. i jak mi bylo smutno, kiedy powiedziales, ze sie przeprowadzasz i juz do iv klasy podstawowki chodziles do innej szkoly. to byly czasy. masz swoje piec minut chwaly na moim niezwykle popularnym i poczytnym blogu! a jak.

jutro spotkanie z panem od genetycznie modyfikowanej dyni, ale przedtem odrabianie tych nieprzespanych nocy. chociaz i tak nie sadze, zebym sie dzisiaj porzadnie wyspala. najlepiej spi sie z wielka pluskwa przyklejona do plecow.

isc spac, nie isc spac, isc spac, nie spac isc, spac, nie spac, isc, nie spac, nie isc... cokolwiek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz