male sprostowanie co do wczorajszych wypocin. prosze nie doszukiwac sie sensu tam, gdzie go nie ma.
czasem (w sumie to czesciej niz czasem) pisze dla pisania. niekiedy ma to sens, niekiedy ma to tylko dzwiek, niekiedy tylko wyglad ciagu liter. niekiedy wciskam mysli miedzy slowa, niekiedy nie. tzn sadze ze gdyby jakis analityk to przeczytal na pewno mialby cos do powiedzenia, ale to tyle.
note to self - nie sluchac babskiego gadania. w wiekszosci. jak to moja siostra powiedziala 'w problemach damsko-meskich caly klopot w tym, ze baby gadaja z babami, faceci z facetami i nic z tego nie wynika'. dlatego bardzo dziekuje za damsko-meskie rozmowy wprowadzajace spokoj do mojego umyslu. moze inaczej. rozmowa z kobieta wprowadza tylko dodatkowy zamet (mimo zapewne jak najlepszych intencji rozmowczyni), rozmowa z mezczyzna pozwala wsluchac mi sie w to, co mowie i zweryfikowac. z kobieta sie gdyba, z facetem omawia problem, z ktorego wynika, ze - za starym przyslowiem - nie ma takiego gowna, ktorego nie przeskoczysz. czasem wystarczy wypowiedziec cos na glos czy napisac to, zeby odrzec temat z emocji i przetrawic go na pusty zoladek.
codziennie pije ziola na grype i zauwazam pozytywne skutki tegoz procederu - moja odpornosc wzrasta. nie kaszle, nie kicham, nie daje sie zadnym zdradzieckim infekcjom. szybko je zwalczam i wydalam z organizmu w tej czy innej postaci (nie odpowiadam za bad mental image).
z innej beczki - ostatnio moja sytuacja mieszkaniowa znow przybrala dosc niefortunny obrot, postanowilam wiec wyprzedzic podbodke z reka w nocniku i, wymeczona, nie czekajac na rozwoj wydarzen poszukalam juz teraz jakiegos dachu nad glowa, bo a to kumpel sie nie odezwie, a to kawalerka na pradze jest nie na moja kieszen, a zyczliwosci x nie chce juz naduzywac. tym sposobem natrafilam na pokoj marzen - budynek obok mojego obecnego miejsca koczowania (czyli super), 4. pietro bez windy (dodatkowy fitness), pies mile widziany, a teraz najlepsze - spelnilo sie moje pragnienie, czyli widok z okna na spacerniak mokotowskiego wiezienia! powaznie, ilekroc przechodzilam kolo wiezienia i patrzylam na sciete sciany budynkow, ktorych okna wychodza wlasnie na spacerniak myslalam sobie - rany, fajnie by bylo tak to obserwowac. i mam co chcialam! cena za ten pokoj to inna sprawa, moglaby byc nieco nizsza, ale nie wybrzydzam. ulubiony mokotow, wszedzie blisko, wszystkich mam pod nosem. powinnam sie z tymi ochami achami wstrzymac az do momentu przeprowadzki, kiedy odkryje jakies haczyki, ale co tam. jestem dzieckiem szczescia, wiec czemu te radosc mialabym tlumic w sobie?
ciesze sie niezmiernie, w koncu rusze z edukacja na powaznie, zajme sie soba i lepieniem penisow z masy papierowej. chcialabym isc do jakiegos lekarza i zapytac sie, czemu jako ulubiony ksztalt obralam sobie wlasnie fallusa, niekoniecznie z podtekstem erotycznym, po prostu uwazam, ze fiuty sa ladne.
dzien ma za malo godzin, za malo czasu ma czas. mam tyle ksiazek do przeczytania, zaczynam kilka na raz i chcialabym kilka na raz czytac, w tym samym momencie, najlepiej kazdym okiem inna ksiazke wertowac. i jeszcze do tego kilka rzeczy na raz robic. a jutro pojde popelnic to, co inni moga nazwac przepierdalaniem czasu, a mowa o medytacji. tak, wiem, medytowac kazdy moze i nie trzeba zadnego przeszkolenia, ale w kupie razniej! i moze znajde pierscionek, bo gdzies sie zapodzial.
wtorek, 19 października 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz