milosc boli, poniewaz toruje drogi rozkoszy. milosci jest bolesna, poniewa przemienia; milosc jest przeobrazeniem. kazda transformacja musi byc bolesna, bo stare musi zostac porzucone na rzecz nowego. stare jest znajome, niebudzace obaw; nowe jest zupelnie nieznane. bedziesz sie poruszac po niezbadanym oceanie. w stosunku do nowego nie mozesz poslugiwac sie rozumem; ze starym juz sie oswoil. umysl potrafi funkcjonowac tylko ze starym; w nowym staje sie bezuzyteczny.
totez narasta lek, a w miare jak opuszczasz stary, wygodny swiat, swiat udogodnien, narasta takze bol. lek przed nieznanym wobec bezpieczenstwa tego, co juz poznane, nieprzewidywalnosc niewiadomego, sprawiaja, ze czujesz sie taki przestraszony.
to przez ten bol miliony ludzi wioda zycie bez milosci. oni takze cierpia, ale ich cierpienie nic im nie da. cierpiac z milosci, nie cierpisz na prozno. cierpienie z powodu milosci jest tworcze; wznosi cie na wyzsze poziomy swiadomosci. cierpienie bez milosci jest pozbawione sensu; prowadzi cie donikad, obracasz sie w blednym kole.
czlowiek bez milosci jest narcystyczny, jest zamkniety. zna tylko siebie. a jak bardzo byl w stanie poznac siebie, jesli nie poznal innych? tylko inni ludzie moga byc jak lustro. nigdy nie poznasz siebie bez znajomosci innych. i, oczywiscie, bez milosci. osoba, ktora nie poznala innych w glebokiej milosci, w ogromnej namietnosci, w pelni ekstazy, nie bedzie zdolna do zrozumienia, kim jest, poniewaz nie bedzie lustra, w ktorym moglaby zobaczyc wlasne odbicie.
zwiazek jest jak lustro, a im prawdziwsza jest w nim milosc, im szlachetniejsza, tym lepsze, tym czystsze jest lustro. ale tak wielka milosc wymaga od ciebie otwartosci, wrazliwosci. musisz zrzucic swoj pancerz, co jest bolesne. nie mozesz stac bezustannie na strazy. musisz odrzucic kalkulujacy umysl. musisz zaryzykowac. musisz zyc niebezpiecznie. inni moga cie zranic; to jest ryzyko bycia bezbronnym. inni moga cie odepchnac; to jest ryzyko bycia zakochanym.
odbicie siebie, ktore zobaczysz w innym czlowieku moze byc brzydkie - stad zaniepokojenie; starasz sie unikac lustra. ale unikajac go, nie staniesz sie piekny. i nigdy nie dorosniesz. musisz podjac to wyzwanie.
wejdz w milosc. jest to absolutnie niezbedne, gdyz jedynie w obecnosci drugiego czlowieka stajesz sie swiadomy pelni wlasnego jestestwa; twoje istnienie rozwija sie dzieki drugiemu czlowiekowi, zostajesz zabrany ze swojego narcystycznego, zamknietego swiata na otwarta przestrzen.
milosc jest jak otwarta przestrzen. kiedy kochasz, to jakbys dostawal skrzydel. ale nieograniczona przestrzen z pewnoscia budzi lek.
odrzucenie ego jest bardzo bolesne, poniewaz uczono nas, by je rozwijac. myslimy, ze ego jest naszym jedynym skarbem. chronilismy je, upiekszalismy i polerowalismy. lecz kiedy milosc puka do drzwi, jedyne, czego potrzeba, by w nia wejsc, to odrzucenie ego. tak, to boli. pracowales nad nim cale zycie, jest ono wszystkim, co udalo ci sie stworzyc; twoje szpetne ego, to przekonanie, ze ty i egzystencja jestescie oddzielni.
milosc daje ci pierwsza szanse zestrojenia sie z czyms, co nie jest twoim ego. milosc daje ci pierwsza lekcje, jak harmonijnie wspolistniec z kims, kto nigdy nie byl czescia twojego ego.
bac sie milosci, bac sie narastajacego bolu milosci, to jakby pozostawac zamknietym w ciemnej komorce. nowoczesny czlowiek zyje w ciemnej komorce. to jest narcystyczne - narcyzm jest najwieksza obsesja nowoczesnego umyslu. i wowczas pojawiaja sie problemy, ktore nie maja zadnego znaczenia. sa problemy tworcze, prowadzace do wyzszej swiadomosci. sa i takie, ktore prowadza donikad; po prostu trzymaja cie na uwiezi, w starym balaganie. milosc stwarza problemy. mozesz uniknac tych problemow, unikajac milosci - ale te problemy sa bardzo wazne. musisz wyjsc im na przeciw, rozprawic sie z nimi; przezyc je rozwiazac i zamknac. musisz przez nie przejsc; tedy wiedzie droga. milosc to jedyna sprawa, ktora warto sie zajmowac. wszystko pozostale jest wtorne. jesli cos pomaga milosci, jest dobre. wszystko inne jest srodkiem, milosc jest celem. tak wiec, bez wzgledu na to, jak wielki bylby bol, wejdz w milosc.
jesli - tak jak wielu innych ludzi - zdecydujesz, ze nie zaglebisz sie w milosci, wowczas ugrzezniesz w samym sobie. twoje zycie nie bedzie pielgrzymka, nie bedzie rzeka plynaca do oceanu, bedzie brudne jak bajoro, a w koncu pozostana w nim tylko brud i bloto. by zachowac czystosc, trzeba plynac.
milosc jest bolesna, ale nie unikaj jej. jesli jej unikasz, tracisz takze wspaniala okazje, by dorosnac. wejdz w to, doznaj bolu milosci, a dzieki cierpieniu przyjdzie wspaniala ekstaza. tak, milosc jest jak agonia, ale z niej rodzi sie ekstaza.
milosci da ci pierwszy dowod na to, ze zycie nie jest bez znaczenia. ludzie, ktorzy mowia, ze zycie nie ma wartosci, to ludzie, ktorzy nigdy nie kochali. oni mowia, ze milosc ich ominela. pozwol zaistniec bolowi, pozwol zaistniec cierpieniu. idz przez ciemna noc, a dojdziesz do pieknego wschodu slonca. tylko w lonie ciemnosci rodzi sie slonce. poranek przychodzi po nocy.
czwartek, 21 października 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz