czwartek, 14 października 2010

na dzien dobry
ja: w poniedzialek beda 3 lata odkad jebnela mnie strzala amora
x: amor w tym wypadku uzyl balisty
ja: bazooki?
x: haubicy, LADUNKU TERMONUKLEARNEGO!!!oneone

pan z jezykiem. zaczepil mnie przedwczoraj, kiedy wracalam z wieczornego spaceru z psem. opowiedzial mi, ze jezyka znalazl i nie chce, zeby zamarzl, wiec wzial go do domu. nakarmil mlekiem, kielbasa i smazona ryba. troche sie zdziwilam, ale pan jakis tez nieco ekscentryczny, to moze wiele tlumaczyc. nastepnego dnia, wczoraj, wychodzac do pracy znowu spotkalam tego pana z jezykiem na reku. tym razem chcialam sie zwierzakowi przyjrzec, zerknelam wiec na jego pyszczek. tak jak przypuszczalam, byl martwy, a jego stan wskazywal na to, ze martwym pozostaje juz od dluzszego czasu. oczodoly wyschniete, wszystko juz nadgryzione rozkladem. widok dosc makabryczny. ale panu nic nie powiedzialam, jesli on ze swoim jezykiem jest szczesliwy to czemuz to niszczyc?

po pracy pojechalam po bilety na dwa (mam nadzieje) dobre koncerty i pare ksiazek. moja karta platnicza sie przeterminowala, jeeee! ale to nic, to nic. doczlapalam sie w koncu na silownie. w miedzyczasie stalam 20 minut w kolejce do kasy. nie opuszczal mnie stoicki spokoj. ale cwiczyc tez mi sie za bardzo nie chcialo. posiedzialam nieco krocej niz myslalam, przebralysmy sie z moja dzielna lama i wyszlosmy. a potem, potem nie wierze w zbiegi okolicznosci, tak nachalne, ale przy okazji bardzo sympatyczne. spedzilam bardzo mily wieczor w towarzystwie bardzo milego to-skomplikowane. mam tylko nadzieje, ze pies mi to wybaczy.

ranek zaczal sie i dobrze i zle i dobrze. dobrze, bo jakim prawem mialby zaczac sie zle? spalam co prawda moze jakies 5h, ale za to wyspalam sie bardzo bardzo. spojrzalam na trawnik pod balkonem, caly zasypany jesiennymi liscmi. na balkonie tez ich pelno. a wiec znowu jesien..? potem zle, poniewaz mimo skupienia calej uwagi na wypatrzeniu w razie czego kanarow moj system ostrzegawczy zawiodl. tym razem mialam sile sie posprzeczac, powiedzialam, ze nie mam portfela. na szczescie jakis pan za mna tez nie mial biletu, wiec kanar skupil sie na nim, chcial mnie zatrzymac, ale mu ucieklam :) wiec tak, mamy dzisiaj piekny dzien!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz