ojjj... weszlam do rossmanna po psie zarcie i wyszlam z nausznikami w kolorze fuksji. to potrafie tylko ja. w lumpexie obok czekaja za to rozowe skarpetki z hello kitty.
na medytacji bylo klawo, najbardziej podobal mi sie wielki piec kaflowy, do ktorego sie swapliwie przytulilam i niemalze usnelam. zajecia sa cykliczne, co srode, wiec jesli ktos ma ochote, warto wpasc. w kazdy wtorek o 18.00 sa medytacje spiewane, tez bardzo odprezajaca inicjatywa. w poniedzialki o 17.00 bedzie odbywal sie, ze tak powiem, rozszerzony kurs medytacji, wlaczajacy rozne inne techniki, mantry oraz wiedze skad to sie u diabla wzielo. z reszta na stronie Mantry wiecej informacji.
no i najpiekniejsze! najnajnaj... w piatek wracam w pelnej krasie na taniec brzucha! i to od razu wskakuje do grupy zaawansowanej, nie wiem jakim cudem, ale sie ciesze :) a we wtorki rusza grupa z afro soukousa, na ktory oczywiscie tez sie zapisuje. bosssko... teraz czekam, az jeszcze wypuszcza dancehall, to w ogole znikne, nie bede chodzic, bede cale zycie tanczyc! bo od czego jest zycie, jak nie po to, zeby je przetanczyc, przespiewac..? gra we mnie muzyka, gra we mnie cala pieprzona orkiestra deta!
w tej wlasnie chwili zapuszcze sobie majke, bo od trzech dni (!!!) nie mialam nawet sily (!!!) obejrzec, co tam sie w tym jakze ambitnym serialu dzieje. malo tego, jeszcze housa trzeba nadrobic. tyle, tyle rzeczy do zrobienia, a czasu tak malo. i gauranga czeka przed snem. ach, i jeszcze postanowilam bardzo ambitnie wrzucic fragment Osho, tak ku potomnym.
szukam kontaktu do dawcy autografu, naszlo mnie dzisiaj sentymentalnie. szukam tez kontaktu do mojej podstawowkowej milosci, ale nigdzie nie moge go znalezc. pamietam, bylam w 3. klasie i chodzilismy razem na spacery z naszymi szczurami. to byly pieeekne czasy...
środa, 20 października 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz