pierwsza noc z cyklu 'rodzina na (prawie) swoim' minela dosc lagodnie. spalam na podwedzonej, przechodzonej, przesyconej zapachem koszulce. mialam mile sny, chociaz budzilam sie co dwie godziny i - zmylona zpachem - bardzo sie dziwilam, gdzie tez sie znajduje. ot, takie psikusy.
dzisiaj. zaszalalam. kupilam dosc spory zestaw sushi (mily pan proponowal mi mniejszy, jednoosobowy, ale sie uparlam: 'jestem pojemna jesli chodzi o sushi', uparlam sie), pachnace plyny do kapieli. substytuty. a, i nadal nie wiem, co to sa fibroblasty, chociaz to slowo chodzi za mna od kilku dni. powiedzial, ze to fibry (???) robiace blasty. uszczesliwilam psa gora zarcia i smakolykami. jest upierdliwa, ale nie moge sie nia nacieszyc i naprawde wracajac z pracy nie moge sie doczekac, kiedy wyjdziemy na spacer.
wlaczylam TV (matko bosko! chcociaz tutaj tez nie ma kablowki), zaczelam przegladac filmy. o, '21 gram', nie ogladalam! i pac, do DVD. rozlozylam sie na kanapie z zarciem, dumna z siebie, ze cos jednak jem i ogladam ambitny film. ale przedobrzylam, przeliczylam sie, nie zmierzylam sil na zamiary, migdal pekl i bedzie para, ada wyjdzie za oskara i co tam jeszcze innego. zastanawialam sie, czy naprawde wiekszosc ludzi nie dostrzega roznicy miedzy tym filmem lub np. 'amorres perros' a polskim 'zero' czy 'matka teresa od kotow'. litosci. w sumie nie wiem nawet, co bylo takiego dolujacego w tym obrazie, ale ryczalam jak bobr, a echo nioslo sie po pustych scianach. na pewno kapiel mi pomoze. napuscilam wody (za goracej), wlalam plyn RELAKSUJACY, a potem dodalam do tego swoje cielsko. nie. dzisiaj i to nie wypali. najgorsze jest to, ze kiedy sie siedzi w wannie i spojrzy w lewo, widac wlasne odbicie, poniewaz na scianie jest duze lustro. a ja naprawde, naprawde nie mialam ochoty juz patrzec na swoje zapuchniete oczy i buraczkowe policzki. nie minelo pietnascie minut i wyszlam, wytarlam sie, umylam twarz i grzecznie wyszczotkowalam porzadnie zabki. wytarmosilam psa i zaszylam sie na antresoli. tak, jestem pania tego pokoju i patrze na niego z gory.
czwartek, 7 października 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz