czwartek, 21 października 2010

po pierwsze - parasole.
nie lubie parasoli, bo:
1. gubia sie. jak juz w koncu szarpnelam sie i wydalam cale 10zl na dzieciecy parasol (bo 'doroslych' nie bylo oraz bo byl teczowy), zdazylam go pouzywac jeden dzien po czym byl laskaw sie zgubic. niewiarygodne.
2. sa agresywne. kiedy sie przechodzi zbyt blisko nich bardzo czesto maja ochote wydlubac czlowiekowi oko badz dostac sie do jakiegos innego twarzowego otworu.
3. buntuja sie. kiedy uznaja, ze za bardzo wieje, po prostu maja czlowieka w glebokim powazaniu i wywijaja sie na druga strone.
parasolom mowie prawie zdecydowa NIE, no chyba ze znowu znajde dziecieca teczowa mala parasoleczke. to co innego.

po drugie - demotywujace hasla.
nie chodzi o popularne demotywatory. spojrzalam na spodnie, ktore wczoraj skonfiskowalam z lumpexu. na lewej kieszonce maja wyhaftowany napis ENJOY THE SUMMER. jakim kurka prawem? zasmialam sie gorzko - siedze w tychze spodniach, w dwoch parach skarpet, bluzie i dwoch swetrach, pije kolejna goraca herbate i nadal jest mi zimno; widok za oknem nie sprzyja podgrzaniu temperatury. jesli ktos ma ochote zasponsorowac mi wyjazd w jakies cieple miejsce, prosze sie nie krepowac i pisac. nie musza to byc jakies burzujskie cieple kraje, moze byc chociazby chorwacja. wlochy. hmmm, kostaryka? o wiem! nowa zelandia, poprosze! i w zestawie spiewajacego humbaka.

po trzecie - zdziwienie ludzi, kiedy tramwaj zamiast jechac prosto skreca w prawo.
dzisiaj jakis moron postanowil polezakowac pod tramwajem na pulawskiej przy malczewskiego. z tego wzgledu tramwaje w strone centrum przez dlugi czas nie kursowaly, a te jadace z centrum w strone mokotowa na placu zbawiciela byly kierowane w prawo w kierunku placu narutowicza. stalam przez chwile przed przejsciem przez tory i patrzylam, jak zdezorientowani ludzie rozgladaja sie wokol i nie wiedza, co sie dzieje. spoznilam sie do pracy jakies 10 minut. ja mam szefowa bardzo wyluzowana, ale zastanawiam sie, co przezywali ludzie, ktorzy szefow maja popieprzonych i nie ze swojej winy narazaja sie poprzez takie spoznienie na atak tyranow.

wczoraj sie troche z Osho zagalopowalam. zapomnialam dodac, ze jego slowa trzeba przepuscic przez osobiste filtry i wylowic z nich esencje. niektore tezy moga wydawac sie radykalne, jednak po przemysleniu tego, co proponuje, duzo rzeczy wydaje sie sensowne i ulatwiajace zycie. te kilka akapitow pochodzi z ksiazki 'milosc, wolnosc, samotnosc' i odnosi sie ogolnie do milosci miedzyludzkiej, do kazdego rodzaju zwiazkow miedzy ludzmi. swiatlo!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz