poniedziałek, 25 października 2010

taaaaaaaaak, zaraz cos namodze, jak tylko umyje lazienke. jestem zjebana, ale przeciez obiecalam...
myslalam, ze po myciu prysznica w poprzednim lokum juz nic mnie nie zdziwi. ale wanna przeszla sama siebie. ona jest biala! nigdy bym nie podejrzewala!

ale dalam rade, zwyciezylam. to najwazniejsze.

mam (no dobra, mialam) zapasy energii z weekendu. spalam dzisiaj cale 3h, ale i tak obudzilam sie naprawde wypoczeta, wyspana. w ogole nie bylam padnieta. ale teraz jestem.

nienauczona doswiadczeniem pt. kup cos slodkiego, siedze i psiocze pod nosem, ze nie wzielam jakiegos ciuciu na zakupach. mam taaaaaka ochote na cos czekoladowego. ale zawsze mowie sobie 'nie, na wieczor slodkiego jesc nie bedziesz!'. i takie sa efekty. a wychodzic do sklepu juz mi sie totalnie nie chce. len, len, len.

polecam kazdemu medytacje. bylam dzisiaj z Kama na sekciarskim kolku rozancowym, spiewalysmy hare krishna i inne tego typu szatanskie przyspiewki. tak jak poprzednim razem zajelam miejscowke przy piecu, i takze jak poprzednim razem o malo nie zasnelam. tam jest tak niesamowicie relaksujacy klimat + nie ma dracego sie Hipa + glos dziewczyny, ktora prowadzi medytacje.. juz wiem, dlaczego koty tak bardzo lubia piece kaflowe. sama w pewnym momencie chcialam zamienic sie w kota, wdrapac na gore pieca, zwinac w klebek i zasnac. rzecz jasna pozniejsza konfrontacja z temperatura na zewnatrz nie byla zbyt przyjemna. a, ale to o czym chcialam powiedziec - glupawka. dawno nie mialam tak idiotycznego, pozbawionego wszelkich podstaw ataku smiechu, na dokladke w miejscu publicznym. dobrze, ze Kama stala obok, bo pewnie przytulalabym sie to posadzki i dalej smiala. a tak przynajmniej utrzymalam sie w pionie (no, prawie). chyba powinnysmy zaczac spisywac nasze pomysly i teksty. poczawszy od nacpanej antylopy (wiecej nie powiem) a na 'zrobie ci grosik' skonczywszy. albo lepiej, powinnysmy nosic przy sobie dyktafony.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz