to, co sie dzieje, to sa chyba jakies zarty po prostu...
jest bardzo, bardzo zabawnie. to jest ten moment, w ktorym troche czekam, co bedzie dalej. nawet nie wiem, jak to ujac, ale naprawde przestalam wierzyc w cos takiego jak 'zbieg okolicznosci'. to jest po prostu niemozliwe. zycie, los jest bardzo zlosliwy i w tej chwili kpi sobie ze mnie w zywe oczy. tak jakby mi ktos opowiadal dobry dowcip, tylko ze ten dowcip sie ciagnie i ciagnie, i jeszcze nie wiadomo, jaka bedzie pointa, ale to nie wazne, bo i tak jest smiesznie. moze na koncu wyjsc totalny beton. ale to nic. slodkie szczegoly pozostawiam raczej dla wezszego gremium, ale wczoraj po prostu nie moglam przestac sie smiac. dostalam ataku histerycznego smiechu z rodzaju tych, po ktorych boli brzuch.
piątek, 22 października 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz