dobra, nie bede psioczyc na wspollokatorke. jest sympatyczna i kontaktowa, moglo byc o wiele gorzej.
nie chce mi sie spac. slucham muzyki, koi wszystkie moje zmysly i umysly, powodujac jednoczesnie, ze mam ochote sie przytulic. przez chwile miec w glowie pustke, wdychac zapach zelu pod prysznic polaczonego z wonia cieplego ciala, przylozyc glowe do serca i uslyszec jak bije, i chciec, zeby to serce bilo zawsze, zeby nigdy sie nie zatrzymalo. nie wiedziec, co zrobic z prawa reka i w koncu ulozyc ja jakos nienaturalnie i niewygodnie, bedzie dretwiec, ale to w tej chwili nie mialoby najmniejszego znaczenia. poczuc tiki towarzyszace zasypianiu. w koncu uslyszec chrapanie albo bredzenie przez sen. i byc brutalnie skopana i zepchnieta na kraniec materaca, by rano uslyszec 'naprawde?'. takie chwile sa bezcenne. banalne, rzewne, przereklamowane, pretensjonalne i bezcenne.
mialam isc na billarda z x, ale odpuscilam, nawet silownia nie zniwelowala niecheci do otaczajacego mnie swiata. wrecz przeciwnie, stado lalusiowatych kogucikow, ktorzy gapia sie na babskie tylki kiedy mysla, ze kobiety tego nie widza.
wolalam ciastko orzechowo-pistacjowe, kajmakowe i tiramisu popite bialym slodkim winem w zaciszu czterech katow. wolalam juz sie bardziej nie wkurwiac, tzn zaoszczedzic tego innym ludziom, zwlaszcza tym, ktorych lubie. wolalam gapic sie na deszcz i sluchac, jak stuka o parapet. ale nie, nie w emo stylu, raczej takiej cieplej, milej melancholii.
kazdego dnia mam nowe mysli, kazdego dnia cos nowego mnie zaskakuje. dzisiaj odkrylam, ze moj prawy profil jest lepszy. nawet od tego na fb.
czwartek, 4 listopada 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz