kradne internet. zeby nie napierdzielac bez potrzeby notek, te edytuje - jest prosty sposob, zeby zlagodzic gorne swiatlo, ktore niemilosiernie wali po oczach. wykrecic zarowki. przy okazji starajac sie nie skrecic sobie karku balansujac na rozkladanym krzeselku.
musze tez opanowac sztuke uzywania kuchenki gazowej, na razie nie chce ze mna wspolpracowac i siedze z pustym brzuchem. kaloryfer tez moglby sie nie buntowac. na razie jest zimny. moze mnie nie lubi..?
mam tutaj bardzo sprytny stolik z podwojnym blatem, tzn jest jeden blat, scianki z dwoch stron i drugi blat. wiec moze panowac na tymze stoliczku pierdolnik i porzadek jednoczesnie! czyz to nie wspaniale?
mam tez swoj teczowy imbryczek i filizaneczke. mam fajny widok z okien - z jednego widze drzewa, a w oddali stare kamienice, z drugiego omawiany wczesniej spacerniak (i wiem, ze w strozowce jest archaiczny czerwony telefon, taki co trzeba bylo krecic takim kolkiem, zeby wybrac numer). co smieszniejsze, z czwartego pietra widze rowniez stary dom. wszystko widze. jeszcze troche a ulozesobie poduchy na parapecie i bede obserwowac wszystko jak stara baba.
nie moge sie doczekac, kiedy maszyna do pisania przyjedzie. mam tyle rzeczy do wystukania.
poniedziałek, 1 listopada 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz