mialam isc wczoraj na koncert. wysiadlam z metra, poszlam w kierunku klubu i... odechcialo mi sie. wrocilam spacerem do domu. przyszla mi na mysl wizja, ze za 20 lat bede juz pewnie kobieta sukcesu po rozwodzie, kryzys wieku sredniego w pelni. pojde do pubu wyrywac mlodszych factow, zeby udowodnic sobie, ze nadal jestem atrakcyjna. wtedy podejdzie do mnie jakis mlodzian, zacznie zarywac i przedstawi sie: czesc, jestem Hipolit. ja mu odpowiem: i masz na nazwisko X-sinski? on na to: tak, skad wiedzialas? a ja: zmienialam Ci pieluchy, kiedy miales niecaly rok. dokladnie tak to bedzie wygladac.
w koncu poszlam na silownie. dieta skladajaca sie z czekolady, lodow, chipsow i wina dala o sobie niestety znac. chociaz tlumacze to zima, z reszta idzie mroz, musze miec wieksza warstwe tluszczyku. w drodze do domu weszlam do warzywniaka, zachcialo mi sie bowiem warzyw i czegos nieslodkiego. zapachnialo ogorkami konserwowymi, poprosilam o dwie sztuki. zadowolona z siebie wdrapalam sie ledwo do swojej jaskini. mmm, ogoraski... gowno nie ogoraski. napompowane balaski. probowalam ugryzc ogorka, ale zrobil pffffff i wylecialo z niego mnostwo piany, smak byl po prostu koszmarny. ale tak jest zawsze. jak mam na cos ogromna ochote, to tego nigdy albo nie ma, albo jest obrzydliwe. tak wlasnie bylo z ciastem cytrynowym, ale to zupelnie inna historia.
wena tworcza opuscila mnie wczorajszego wieczora, wiec postanowilam dokonczyc ksiazke. zeby nie bylo zbyt pieknie, pies sie czegos nazarl (hm, nie wiem, moze to byl olowek, a moze miekka pileczka, obie te rzeczy skonsumowala wczesniej pod moja nieobecnosc) i miala sranie pol nocy. w zwiazku z tym musialam latac z nia co dwie godziny na dwor, bo nie dawala mi spac.
John! John!
Rano we mnie! Rano we mnie!
Kolorów dzwony
BIM, w przerażeniu, urodzenie, BIM, Bam Bum.
czwartek, 25 listopada 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz