wtorek, 9 listopada 2010

na dachu wierzowca szczeka pies. wracam do domu, nie moge sie doczekac, kiedy zapadne sie w wielka gabke, wyjme zebami korek ze smuklej szyjki przezroczystej butelki i pociagne duzy lyk; kiedy wezme do reki zapalniczke, przyloze do szklanej rurki, odchyle glowe do tylu i wypuszcze dym powoli, powoli, napawajac sie jego widokiem na tle sufitu. nie bede musiala udawac, ze moj wzrok nie jest pusty; moje oczy sa tam gdzie ich nie ma. w nieobecnych oczach idealne bialko, ani jednej cienkiej czerwonej zylki. jakas kobieta idzie ulica. mrugam, i juz jej nie ma. jasna dluga kurtka, jasny kaptur zniknely. chodnik marszczy sie pod moimi butami, male czerwone pajaczki chodza po scianach, scigaja sie, wpadaja sobie pod maluskie, obwite pod wzgledem ilosci nozki. wszedzie pelno papierow kolorowych z rolek srajtasmy, zuzytej na tylek jakiegos grubasa. papiery toaletowe z zyciorysami wszystkich ludzi na ziemi, rozpuszczaja sie w sciekach. w historii ludzkosci plawia sie szczury, rozmnazaja karaluchy. sowy pohukuja gdzies na ksiezycu. ktos zdejmuje plecak z moich ramion, ktos chce mi pomoc, niewidzialna reka pozbawia ciezaru. plyne. spadochron przygotowany pod pacha, czeka na kolejna gore, z ktorej bede mogla beztrosko spadac.

siedze w zamrazarce
wale z calych sil w drzwiczki, ale nikt mnie nie slyszy
dretwieja mi palce
trace czucie w dloniach i stopach
moje cialo robi sie sine
serce zwalnia
zwalnia
nie slychac krzyku
kolejna porcja miesa
gotowa
czeka
na jakies wazne swieto

mam taka jedna urne z trupem, mam ochote jebnac nia o sciane, chce, zeby ten pieprzony, szary pyl pokryl podloge centymetrowa warstwa smiechu.

widzisz niebo, ale nie spojrzysz sie prosto w ten bezkresny blekit. dlaczego? bo slonce moze cie oslepic. bo moze lunac deszcz. bo mozesz zobaczysz, jak piorun w ciebie trafia. bo ptak moze nasrac Ci na glowe. zakladasz swoj smutny szklany sztormiak, do reki bierzesz smutna szklana parasolke i zamykasz sie pod smutnym szklanym kloszem. widzisz niebo doskonale, ale nigdy go nie doswiadczysz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz