środa, 24 listopada 2010

no tak. tyle czasu chodze w butach z niezawiazanymi sznurowkami, ale nigdy sie nie wypieprzylam (jak na razie). kobieta przypal jednak nie spi, ona czuwa, wiec wczoraj postanowila potknac sie o... klamke w drzwiach do wlasnego pokoju. dokladnie tak. dla tych, ktorzy nie wiedzą - owe drzwi otwieraja sie mniej wiecej do polowy, za drzwiami stoi stolik-burdelopochlaniacz, ten ze szklanym blatem. niestety, nie jest  on okragly, ma za to cztery ostre kanty. jeden z tych kantow wbil mi sie dotkliwie w udo, kiedy na nim ladowalam. mam dziurawa noge.

a po drugie, jakis czas temu z rakowieckiej zniknela jedna apteka. obok apteki roslo drzewo, a na drzwie caly rok wisial neonowy mikolaj w saniach z reniferem. tylko ten, kto nie zaznal tego widoku nie bedzie wiedzial, jak bardzo sie za takimi idiotyzmami teskni w szary poranek, kiedy po raz kolejny zaspalo sie do pracy i biegnie sie do tramwaju.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz