wtorek, 16 listopada 2010

postanowilam urzadzic mala posiadowe przed dzisiejszym koncertem. zaprosilam troche luda, ale nie spodziewalam sie, ze odzew bedzie tak duzy i teraz zastanawiam sie, gdzie ja wszystkich pomieszcze. ja, ludzie i pies. to bedzie jakas masakra. dodam, ze w ciagu niecalej godziny bede musiala sie jeszcze wykapac i doprowadzic do stanu uzywalnosci. planowalam tez zrobic jakis obiad i podrzucic to-skomplikowane do domu, zeby po koncercie nie chodzil glodny (ostatnio jest milutki, niech ma), ale chyba na samych planach sie skonczy. wyjdzie w praniu.

zaspalam dzisiaj do pracy. zwracam martynie honor, niech halasuje ile chce wstajac rano. gdyby nie to, kimalabym pewnie dalej w najlepsze. snilo mi sie, ze mialam chemioterapie jakas stara maszyna, a po tej chemii tanczylam dancehall na szkolnej stolowce.

za to wczoraj po pracy wpadla do mnie panna karolina i lepilysmy mini-cycki, moj specjal. bedzie to wersja zmodyfikowana - jako ze wielu jest chetnych, zrobilam male cycuszki. beda bez sutkow (zelki colowe), bo kto by chcial delektowac sie piersia, ktorej sutek jest wiekszy niz cala reszta? krolik doswiadczalny stwierdzil, ze sa pyszne i to wystarczy. dwa pudelka pysznych kuleczek, mmm....

poza tym buba chyba zlapala dola. nieopatrznie zostawilam lusterko na parapecie, musiala zobaczyc swoje odbicie i to sprowokowalo ja to uzycia moich kosmetykow, natomiast ograniczone zdolnosci manualne spowodowaly uzycie pyska i zebow, co zaowocowalo zezarciem dwoch tuszy do rzes, dwoch pomadek oraz podkladu. i pal licho, to tylko rzeczy, ale upierdzielila koncertowo bezowy dywan, ktory nie jest moja wlasnoscia. plus (hm, czy aby na pewno plus?) jest taki, ze spierajac plamy odkrylam, ze dywan jest jasniejszy niz myslalam, i teraz zamiast plam ze szminki i tuszu mam dwie wyraznie jasniejsze plamy na tle brudnego dywanu. tak zle i tak niedobrze.

a poza tym jest bosko. otwieraja mi sie kolejne klapki i zakamarki umyslu, negatywne myslenie idzie mi wyjatkowo oporne (chyba ze sie postaram, a staram sie nie starac), pozytywne za to calkiem niezle. chcialabym miec dyktafono-aparat-fotograficzny w umysle, zeby na biezaco rejestrowac swoje mysli wraz z obrazami, ktore je wywolaly i w dowolnej chwili moc do tego wrocic. moze kiedys wynajda taki bajer.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz