wtorek, 23 listopada 2010

Poszlam wczoraj na pakernie zapytac sie, co ma biedna Kama zrobic, bo zgubila portfel, a w nim karte na silownie. mila pani wydala mi dla niej nowa karte. cudownie. dzisiaj ja zgubilam swoja. dzisiaj rowniez obiecalam sobie, ze wezme do pracy jakies zarcie i owszem, wzielam. sama sucha bulke, bo zapomnialam wlozyc do torby miesiwa (Kama -> wole sopocka!). tak naprawde nie wiem, co sie z nim stalo, pamietam moment wyjmowania z lodowki, a potem... film mi sie urwal. im wczesniej wstaje, tym pozniej wychodze z domu.

babcia smierc czatowala dzis od rana. wychodze z psem na spacer, widze uchylone drzwi do jej mieszkania. zbiegam szybko bo schodach, katem oka rejestruje, ze pojawila sie w progu i zerka na dol. uf, udalo sie. spacer zaliczony, trzeba jakos dosc niepostrzezenie przemknac sie do domu. to tez sie udaje, zanim sasiadka mnie dopada, jestem za progiem, bezpieczna. jeszcze tylko wyjsc do pracy. obylo sie bez problemow, lecz nie bez strachu. zastanawiam sie tylko, czy biedna Martyna miala nalot.

x wlasnie podsunal mi genialny pomysl - by przepuscic to co powstaje spod mych paluchow przez tlumacza googla w cyklu hiszpanski->angielski->sua-hili->angielski->hiszpanski->polski. odczytalam przed chwila jeden akapit i wiem juz, jaka rozrywke bede miala dzisiaj po pracy... to bedzie COS..!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz