przypalone tortellini z serem smakuje wysmienicie. uwielbiam, jak cos jest przypalone - nalesniki, pierogi, lekko zjarane ciasto.
z okna obserwuje samoloty. swiatelka migaja, przemieszczaja sie. mam wrazenie, ze to gwiazdy kraza jak sepy w te i z powrotem nad jakims celem. nad kims urodzonym pod szczesliwa gwiazda, jak to sie mowi. gowno prawda, kazdy jest urodzony pod szczesliwa gwiazda. tylko niektorzy sa zrzedami i nie chce im sie tego wykorzystac.
czytam wywiad ze skolimowskim. procz checi obejrzenia 'essential killing' mam ochote zapoznac sie z reszta jego filmow. a najbardziej ujal mnie zdaniem 'wiem, kiedy cos sknocilem, a kiedy cos jest dobre. moje samopoczucie nie zalezy od opinii innych', co - jak sam przyznal - robi z niego 'kompletnego zadufka'. nawiazujac do tego, co pisalam kilka dni temu, znajomosc wlasnej wartosci postrzegana jest obecnie jako zadufanie. wole byc zadufkiem niz kims, kto potyka sie o wlasne sznurowki.
haha, to zdanie wyszlo spontanicznie, a wlasnie przypomnialam sobie, ze zadko kiedy owe sznorowki wiaze. w duchu smieje sie, ze jestem mistrzynia chodzenia w niezawiazanych butach. moze cos w tym jest?
w koncu wrocila moja sublokatorka. dostalam opieprz za burdel. myslalam, ze parskne smiechem. wiem, ze potrafie zostawic po sobie syf, ale na litosc boska. zostawilam garnek i miske w zlewie. 'przerazilam sie, taki balagan' - bedzie wesolo. 'myslalam, ze pies bedzie mniejszy', hehehe.
środa, 3 listopada 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
współlokatorzy, taaa, sama radość... dobrze, że ja mam współspaczy, to już level wyżej ;)
OdpowiedzUsuńtrzeba było jej powiedzieć: 'myślałam, że będziesz ładniejsza'.
fuck :D dobre
OdpowiedzUsuń