wczoraj. bylam u ojca i znalazlam rzecz, o ktorej myslalam ostatnio intensywnie, mianowicie skorzana kurtke zwana potocznie ramoneska. wygladam w niej jak chlop, topornie i ciezko. ale sentyment jest, mam ja od jakichs 7 lat. troche mi przeszkadza, ze to skora.
dzisiaj z cyklu - zdrowe sniadanie z koti: galaretka malinowa. jest naprawde zdrowa, dobrze wplywa na stawy. galaretka zostanie za chwile zagryziona krazkiem ryzowym ze sledziem. mniam!
snilo mi sie, ze chcialam zawiesic jakies ciezsze zaslony na wieksze okno, bo rano jest za jasno. nie no, swietnie, ze jest wrazenie slonecznego dnia, ale jednak wole jak jest nieco ciemniej gdy rano dogorywam w poscieli. jednak okazalo sie, ze nie moge dobrych zaslon nigdzie dostac, wiec kupije taka opaske na oczy do spania. chodzilam po calym rossmannie (bo gdziezby indziej) i szukalam, i szukalam, i nie moglam znalezc. w koncu znalazlam caly kosz, ale wszystkie byly za male. potem siedzialam u fryzjera (ja i fryzjer!!!), nagle podszedl do mnie jakis znany aktor i zaproponowal wspolny obiad pod postacia kebaba na rogu. zgodzilam sie, ale kiedy fryzjer skonczyl znecac sie nad moja glowa okazalo sie, ze nie mam nic na koncie. jakos sie wymigalam z zaplaty i poszlam z tym panem na kebaba. wzial na wynos (mi nie zaproponowal, mimo ze wiedzial, ze nie mam kasy. co za burak) i jadl ten kebab w autobusie, ktory nie zatrzymal sie na przystanku na zadanie i jakas babcia, ktora na niego machala strasznie sie wkurzyla, krzyczala i machala swoja laska.
bylo juz o owulacji, teraz bedzie o PMS. jak bylam mlodsza, na dziewczece zarzuty, ze to wlasnie plec piekna ma okres, a chlopcy nie, pani od biologi jak zdarta plyta powtarzala zawsze to samo 'dziewczynki maja miesiaczke, ale chlopcy musza sie golic codziennie'. teraz, kiedy juz jestem w miare duza, uwazam to za najwiekszy bullshit ever. po pierwsze facet wcale nie musi golic sie codziennie, ba, wyglada o niebo lepiej, kiedy w ogole zaniecha tej procedury. a baba? pal licho okres, da sie to przezyc bez wiekszej szkody. ale PMS? nastroje i emocje jak na rollercoasterze, od blogosci do maksymalnego wkurwu szybciej niz hayabusa do setki (mmmm, haya...) oczywiscie tylko wtedy, jesli cos innego niz wkurw ma prawo bytu. i nie, nie pomoze seks, nie pomoze silownia, nie pomoze medytacja, nic. to trzeba przecierpiec. wtedy najlepiej schowac sie do szafy i nie pokazywac swiatu na oczy. inna dziewczyna to zrozumie, ale panowie reaguja roznie - jeden machnie reka i stwierdzi 'ocho, te dni', inny tez sie wkurwi, jeszcze inny zamknie sie w swoim swiecie przestraszony babiszona miotajacego gromami. panowie, najlepiej olac. usmiechnac sie, nie stosowac taryfy ulgowej i olac, bo nam za pare dni przejdzie. mozna ewentualnie zaserwowac masaz stop i podac goraca czekolade.
przy okazji PMS pojawia sie rowniez znieksztalcona wizja swiata i sklonnosc do nadinterpretowania wszelkich zjawisk oraz rozdzielania je na czesci pierwsze. co madrzejsza kobieta doskonale wie, ze nie ma po co tego robic i sama tylko sobie szkodzi, ale tylko uber-kobiety potrafia oprzec sie pokusie przy PMS. staram sie nie kminic, nie rozmyslac nad rzeczami bzdurnymi, zwlaszcza takimi, ktore - z racji tego ze wykonane przez mezczyzne - moga miec zupelnie inne przyczyny, niz ja to sobie wymysle. wiec tym razem do kobiet apel: nie myslcie zbyt duzo. nie wkrecajcie sie same w jakies idiotyczne spirale spisku. wieksza szansa na to, ze same sobie wszystko wymyslilyscie, gdy tak naprawde nie bylo sie czym przejmowac. mala szansa na to, ze rzeczywiscie jest tak, jak wasze mozdzki odebraly rzeczywistosc. ale to i tak najlepiej przejmowac sie dopiero po fakcie, nigdy na zapas.
a statham niestety chowa sie do czarnej dziury przy morrisonie. to byl facet wszech czasow - i, ze tak powiem kulturalnie, z nienaganna prezencja, i swietnie pisal, i swietnie spiewal. te wszystkie zle, okropne narkotyki da sie przeskoczyc. dokument o nim co prawda nie wniosl do zasobu wiedzy nic nowego, ale jest calkiem ciekawy i na pewno polece kazdemu fanowi, i nie fanowi w sumie tez. moze sie przekona. ale to co jeszcze mi przyszlo do glowy: to-skomplikowane ma w sobie cos z morrisona. moze nie tyle z urody, ile z charakteru. jest nieuchwytny, nie mozna go wcisnac w zadne ramy. ma swoj swiat, do ktorego trzeba sie dostosowac, jesli chce sie w nim egzystowac. zdecydowanie, wielkie umysly sa popieprzone. czy utozsamiam sie z pamela w niektorych aspektach? albo z innej beczki z gala dali? stawianie za wzor to moze zbyt duzo powiedziane, ale tak, sadze, ze mamy cos wspolnego.
patrze przez okno na wielkie kloce, 12- czy 15-pietrowe bloki. pamietam, co mowisz zawsze kiedy obok nich przechodzimy. pamiec przekleta i blogoslawiona. takie rzeczy jednak dodaja zyciu smaczku. pies ciagle rzuca mi pod nogi jezyka.
środa, 3 listopada 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
oborze, zatem kama ma permanentny pms? :o
OdpowiedzUsuńzadedykujmy jej te mądre słowa, wypowiedziane przez starożynego proroka: "wiec tym razem do kobiet apel: nie myslcie zbyt duzo. nie wkrecajcie sie same w jakies idiotyczne spirale spisku. wieksza szansa na to, ze same sobie wszystko wymyslilyscie, gdy tak naprawde nie bylo sie czym przejmowac. mala szansa na to, ze rzeczywiscie jest tak, jak wasze mozdzki odebraly rzeczywistosc. ale to i tak najlepiej przejmowac sie dopiero po fakcie, nigdy na zapas." :)
ad rem jeszcze: mnie podczas pmsu najbardziej wpienia, jak szanowny S. twierdzi, że przy antykoncepcji nie ma takie coś jak pms, bo to w ogóle nie jest okres, tylko stymulowane/kontrolowane krwawienie.
bo ja, kurwa, faktycznie czuję różnicę >< :p
ta, bo baby to sa po prostu jedne wielkie symulantki i spiskowczynie!
OdpowiedzUsuń