sobota, 8 stycznia 2011
centra handlowe, a zwlaszcza umieszczone w nich hipermarkety niezmiennie wzbudzaja moja agresje. moze nie tyle same w/w instytucje, co przebywanie w nich i robienie tam zakupow. z powodow czysto oszczednosciowych zmuszona bylam wczoraj do pojechania do wolskiego auchan, gdzie za zakupy na +/- tydzien na dwie osoby (nie wliczajac takich rzeczy jak woda czy bulki, po co trzeba sie przejsc do sklepu na dole, coby bylo swieze) wydalam 200zl. mrozonki, kasza, ryz, makaron, takie tam pierdoly bardziej obiadowe. ale cena, jaka przyszlo zaplacic mojej psychice byla o wiele wieksza - stada ludzi z klapkami na oczach, nie patrza gdzie ida i czy przypadkiem lub nieprzypadkiem w kogos nie wjezdzaja, tym podobne ekscesy. tragedia. jako sie jednak udalo. zyje, chociaz trauma pozostala.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz