wtorek, 18 stycznia 2011

dzisiaj bedzie na slodko.

ze bloga zaniedbalam to fakt, prosze o wybaczenie, skupilam sie bowiem na slowie pisanym odrecznie bezposrednio na materiale papierowym zeszytowym. w kratke. i tam tez wszystko zostanie, uzupelniac nic nie bede w wersji internetowej. no moze procz podstawowych pozytywnych informacji - nadal mam prace i ja uwielbiam, znow jestem caloscia i tez te calosc uwiebiam. i cala calosc jest pracujaca, co jeszcze bardziej mnie cieszy. i calosc bedzie spoczywala niebawem w jednym miejscu, nierozparcelowana na czesci.

jestem tak cholernie przeszczesliwa, ze boje sie, ze zaraz wybuchne i wyleca ze mnie tysiace cukierkow, jak z jakiejs pinaty. mam mnostwo pomyslow i za malo czasu, by je wszystkie realizowac. poki nie mam jeszcze funduszy na inwestowanie w owe pomysly pozostaje mi skupic sie na spalaniu kalorii przygotowujac sie do - mam nadzieje nadchodzacej - wiosny. ostatnie kilka dni byly naprawde przyjemne, juz tak troszke cieplej, kilka stopni powyzej zera, zrzucilam welniane plaszczydlo i lazilam w polarze. od razu inaczej. chociaz paczkow jeszcze na drzewach nie widac to z utesknieniem czekam na ten dzien, kiedy zachlysne sie powietrzem i stwierdze 'tak! to juz TEN zapach, wiosna!'. uwielbiam ten dzien. jeden z przyjemniejszych w roku.

jesli ktos chcialby troche szczescia i radosci, zapraszam w moje okolice. promieniuje na kilometr.

ach, i chyba pojde w slady Morrisona wzgledem uznania moich rodzicow za martwych. coz, oni zabili mnie wczesniej, o ile w ogole kiedykolwiek bylam w ich oczach zywa istota. w dodatku mixem ich komorek. mdli mnie, kiedy o tym mysle. rest in peace mamusiu i tatusiu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz