wtorek, 1 lutego 2011

Zainspirowana artykułem o trendach wnetrzarskich postanowilam podzielic sie z wami swimi refleksjami. mianowicie. pomysl polaczenia lazienki z sypialnia jest calkiem fajny w moim mniemaniu, o ile rzecz jasna dysponuje sie odpowiednia powierzchnia. i jesli mieszka sie w pojedynke. no dobra, mozna sobie mieszkac slodko we dwojke (czy jak tam kto woli wieksza iloscia osob), tez bym nie miala nic przeciwko takiemu rozwiazaniu mieszkajac z samcem, ale jest jedno bardzo duze ALE. byc moze jestem staroswiecka, zasciankowa, zacofana, zupelnie nienowoczesna, jednak wizja robienia kupy w sypialni, chociazby we wglebieniu, za przepierzeniem, cokolwiek, w kazdym razie w miejscu nie oddzielonym scianami i drzwiami od pomieszczenia, w ktoym spie jest dla mnie nie do pomyslenia. a w wyzej wymienionym artykule takie rozwiazania sa (niestety, nie ma tam umieszczonych rzutow, a takowe byly w papierowym wydaniu pisma), mozna bylo zobaczyc lozeczko, nieopodal wanna, a obok wanny piekny sedes. proponuje jeszcze obok sedesu umiescic rozkladany blat, coby mozna bylo komfortowo jesc, kiedy sie wydala.



kolejna sprawa, jesli chodzi o wystroj wnetrz - po prostu obecne trendy w ogole mi sie nie podobaja. minimalistyczne, chlodne pustostany, nowoczesne i metalowe, gladkie, robotyczne wrecz, bezosobowe, ascetyczne i sterylne. nie chcialabym wracac do takiego domu, chyba ze wezme pod uwage fakt, ze pod moja dyktatura w try miga zamienilby sie w przytulny maly burdel.