sobota, 29 października 2011

Zastanawiałam się ostatnio, czemu kobiety kochają drani. Może dlatego, że nie lubimy się mylić, przyznawać do błędów? A może dlatego, że sporo z nas ma w sobie 'syndrom matki Teresy'... Wierzy w cuda-niewidy. Z resztą jakie to ma znaczenie.

Dzisiaj planuję się wyspać. Łyknęłam sobie bardzo ładną tableteczkę, mam nadzieję, że podziała. Teraz śpię po 2-3h na dobę, jak już uda mi się zasnąć - mam koszmary. Ojciec, ktoś próbuje mnie zabić, takie fajne klimaty. Tak źle i tak niedobrze.

poniedziałek, 24 października 2011

Psy są dla mnie tym, kim dla niektórzych są dzieci. Powodem, żeby rano wstać, żeby wyjść na spacer, żeby się uśmiechnąć, pochwalić je za coś, bawić się, trenować. Wypełniają moje życie. Obawiam się, że wolę ostatnio czas spędzać z nimi niż z ludźmi, raczej wśród ludzi. W metrze dostaję jakiejś trzęsawicy, nie mogę znieść smrodu, głosów, oddechów ludzi. Idąc ulicą nie mogę na nich patrzeć. Są takie dni, właśnie teraz. Może mi za jakiś czas przejdzie i znowu będę duszą towarzystwa. Na razie klaruje mi się, czym chciałabym zająć się w życiu.

sobota, 22 października 2011

Czuję się staro. Do sklepu czynnego 24h weszłam za grupką młodzieży, wiekiem zapewne nie tak bardzo zaawansowani jak ja, lecz płeć piękna z tego towarzystwa wyglądała jak 30-stki po liftingu. W każdym razie - weszłam do monopolowego po chipsy. Nie po piwo, tanie wino czy inny tego typu bajer, ale po cholerne chipsy. A potem oglądałam z Przyjaciółką 'Pamiętniki z wakacji' popijając owocową herbatą.

Nadrobiłam w Tesco kupując pojedynczy kieliszek do wina, bo przecież wstyd pić wino z kubka.

piątek, 21 października 2011

Chodzenie spać uważam obecnie za bezsensowne. I bezsenne. Siedzę do późna, byle tylko oczy zaczęły się same zamykać ze zmęczenia, ze znużenia. Wyłączam komputer. Gaszę światło. Wskakuję w śpiwór, przykrywam się kocem. I gówno. Leżę, gapię się w sufit, w jedną ścianę, w drugą ścianę. Kaskada galopujących myśli, zagwozdek, gdybań i innych tym podobnych. Mija godzina, dwie, w końcu udaje mi się zasnąć. Często mam koszmary, a tak czy siak codziennie śni mi się On. Czasem dobrze, czasem źle. Budzę się w środku nocy - jeśli po koszmarze, to z krzykiem - przekonana, że już czas wstawać do pracy. Kilka razy zaczęłam się nawet ubierać nie zważając na zmrok panujący za oknem. Ogarniam się i kładę znowu. Mija kolejna godzina, zanim udaje mi się ponownie zasnąć. Budzik próbuje mnie wygonić z łóżka, słaniam się na nogach nieprzytomna. Wory pod oczami, kapeć w ustach. Zapominam się uczesać. Jedyne momenty, kiedy śpię w miarę dobrze to drzemki z dzieciakiem w pracy - on idzie spać, ja idę spać. Odpływam bez problemu w mgnieniu oka i żadziej mam koszmary. Lepiej też spało mi się u siostry. Może to przez mieszkanie? Naładowane złą energią... Może duch Starego jeszcze się tu pałęta..

Teraz też odwlekam chwilę odłączenia się od świata.

środa, 19 października 2011

Nie wiem, jak brzmi pękające, rozdzierane na strzępy serce, ale podejrzewam, że jest to dźwięk zbliżony do rozdeptanego na chodniku w słoneczny dzień ślimaka. A potem podeszwa robi *klap plask* i inne onomatopeje z siebie wydaje, kiedy to nieszczęsne kawałki nieboszczyka co i rusz przyklejają się do innej płytki chodnikowej.

Śnił mi się dzisiaj ojciec. Jak zwykle w negatywny sposób, wyrządzał mi krzywdę. Tym razem trzymał mnie mocno za nadgarstki i mówił 'i co, tego właśnie chciałaś smarkulo?' i śmiał się tym swoim znienawidzonym przeze mnie lekceważącym uśmieszkiem, wykrzywiającym mu twarz w równie znienawidzonym grymasie. W końcu się wyswobodziłam. Obudziłam się w momencie, kiedy w śnie walnęłam go w twarz, w rzeczywistości zaś przypierdoliłam pięścią w ścianę. Takich snów też nienawidzę.

Myślę też duzo o Kajce... Jakoś nie dociera do mnie, że skoczyła z okna, że jej nie ma. Nie byłyśmy wielkimi przyjaciółkami, ale kiedyś spędzałyśmy sporo czasu razem, zwykle tańcząc na knajpianych stołach przy GNR. Czasem w poszukiwaniu czyjegoś numeru telefonu przelatuje mi jej imię w spisie kontaktów... Mam wtedy ochotę wysłać jej SMSa 'czesc, co slychac? moze umowimy sie w koncu na piwo?', ale wiem, ze nikt nie odpisze, ze ta wiadomosc nawet do niej nie dotrze.

I znalazłam coś lepszego i tańszego niż leżenie w wannie z cieplutką wodą - prysznic a potem zakopanie się pod spiworem + kocem z termoforem na brzuchu :) Polecam każdemu zmarźluchowi. Najlepiej z toną czekolady czy innych łakoci.

sobota, 15 października 2011

Czasami słuchając piosenki, czytając wiersz czy oglądając serial czy film odnoszę wrażenie, że ktoś mnie podgląda. Przykładów jest wiele, ostatnio Osiecka oraz ostatni odcinek moich ukochanych 'Trudnych Spraw'. Wcześniej jeszcze 'Monidło' Halszki Opfer. Najlepsze jest to, że straszliwie wkurwiałam się na autorkę (będącą zarazem główną bohaterką) za brak jaj, za brak siły żeby powiedzieć NIE. A sama nie jestem lepsza, robię dokładnie to samo. Ze strachu, ze słabości. Ofiara zawsze pozostanie ofiarą. Chcę się w końcu wyplątać z tego schematu.
Z tej właśnie przyczyny w zimie pojadę do Hiszpani, wyrwę jakiegoś dzianego biznesmena i będę wiodła dostatnie, leniwe życie czytając i pisząc książki. Oraz wysyłając wam co jakiś czas zdjęcia z mojego bajecznego kurortu, w którym zawsze świeci słońce.
Chociaż po zastanowieniu chyba wyrwę jakiegoś Nowozelandczyka, przynajmniej pooglądam humbaki.

Pozbyłam się w środę jednego psa, był u mnie na tymczasie. Zrobiło mi się tak smutno, że poszłam wydać o wiele za dużo pieniędzy do empiku (książki i bilety na koncerty). To zabiło ból tylko na jakiś czas. W nocy pozwoliłam swojemu psu spać ze mną na materacu, co nie zdarza się zbyt często. Ale i to nie pomogło. W piątek przyjeżdża do mnie zmarnowany malamut, który ostatnie dwa lata spędził w przechowalni dla zwierząt pod Olsztynem. Oooo tak, od razu lepiej.

A tak w ogóle to przede wszystkim chciałam napisać o bezapelacyjnie najskuteczniejszym sposobem na zrzucenie zbędnych kilogramów. Żadne tam siłownie i diety, pocenie się i głodówki. Z całego serca polecam depresję, najlepiej połączoną z nerwicą. Jeść się definitywnie odechciewa, a jak już coś uda się wmusić, organizm natychmiat biegnie do kibla i zwraca, afiszując tym samym swoją solidarność z właścicielem. Nerwica dodatkowo zaburza sen, przez co metabolizm większość czasu jest czynny, co za tym idzie - spala więcej kalorii. Jako wady takiego systemu można zaliczyć podkrążone oczy i szarą cerę, zawroty głowy, problemy z koncentracją - ale czego my, kobiety, nie zrobimy, by wcisnąć się w spodnie xxxxxxs? Żeby tylko zawrócić w głowach tym szalonym facetom? Ach!

środa, 12 października 2011

Dzisiaj się złamałam. Cholerny empik. Dwa bilety na koncerty i trzy książki. Wydałam resztkę awaryjnej kasy na jedzenie, ale za bardzo się nie przejmuję, jeść mi się nie chce, a suszone jabłka mogę jeść w kółki.

Wizyta u psychologa niezbyt mnie pocieszyła, niezbyt postawiła na nogi, ale w jakiś sposób pomogła. Trochę wyklarowała. Sądzę, że podejmuję dobrą, acz kurewsko trudną decyzję. Pani psajko świetnie to ujęła - to tak, jakby umarł ktoś bliski. Rozpacz po stracie.

poniedziałek, 10 października 2011

Obiecałam sobie, że do końca tygodnia nie wydam ani złotówki. Tak ogólnie, na nic. Pierwszy dzień udany, portfel zostawiłam w domu. Wystarczy nie brać ze sobą pieniedzy i nagle coś-co-muszę-koniecznie-kupić nie jest wcale takie niezbędne.
Wczoraj w Tesco zrobiłam zapasy na najbliższy tydzień - suszone jabłka i krążki ryżowe z czekoladą. Powinno starczyć. Oprócz tego piżama z krową, rękawiczki i dwie płyty.

Cieszę się z tego mojego postanowienia. Od jakichś dwóch godzin kusi mnie, żeby wybrać się na żer - wielka butelka czerwonego słodkiego wina. Uwalić się w wannie z o wiele za ciepłą wodą, wypocić z siebie cały syf. Z pomalowanym trzy lata temu kieliszkiem, zapalić... Czekać, aż resztki farby poodrywają się z sufitu i spadną mi na głowę.
Ale nie powinnam pić. Nie powinnam też palić. Teoretycznie. Teoretycznie powinnam być przystosowaną społecznie jednostką, mającą za sobą maturę, kończącą studia, z ciekawą pracą w perspektywie, może nawet jakimś sensownym kolesiem u boku, czerpiącą z życia garściami. Młoda, zdolna, atrakcyjna. Mało ma się teoria do praktyki, albowiem gdyż ponieważ bo jestem po prostu w ciemnej dupie. Przystosowana zbytnio nie jestem, do nauki nie potrafię się zmobilizować, chociaż matura nie jest wielkim wysiłkiem... Pójść na przód chociaż z tą częścią mojego świata. Od ponad roku niańczę dziecko, co ostatnio zaczyna mnie irytować. Staram się wykaraskać z toksycznego związku, w którym na zmianę kocham i nienawidzę głównego bohatera, na zmianę tęsknię i chcę skopać mu dupę. Na domiar złego facet jest nietuzinkowy i inteligentny, przez co inni przedstawiciele jego rasy wypadają naprawdę słabo.

A jedyne co czerpie z życia garściami to czekoladki na wagę. Też z Tesco.