Dzisiaj się złamałam. Cholerny empik. Dwa bilety na koncerty i trzy książki. Wydałam resztkę awaryjnej kasy na jedzenie, ale za bardzo się nie przejmuję, jeść mi się nie chce, a suszone jabłka mogę jeść w kółki.
Wizyta u psychologa niezbyt mnie pocieszyła, niezbyt postawiła na nogi, ale w jakiś sposób pomogła. Trochę wyklarowała. Sądzę, że podejmuję dobrą, acz kurewsko trudną decyzję. Pani psajko świetnie to ujęła - to tak, jakby umarł ktoś bliski. Rozpacz po stracie.
środa, 12 października 2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz