Nie wiem, jak brzmi pękające, rozdzierane na strzępy serce, ale podejrzewam, że jest to dźwięk zbliżony do rozdeptanego na chodniku w słoneczny dzień ślimaka. A potem podeszwa robi *klap plask* i inne onomatopeje z siebie wydaje, kiedy to nieszczęsne kawałki nieboszczyka co i rusz przyklejają się do innej płytki chodnikowej.
Śnił mi się dzisiaj ojciec. Jak zwykle w negatywny sposób, wyrządzał mi krzywdę. Tym razem trzymał mnie mocno za nadgarstki i mówił 'i co, tego właśnie chciałaś smarkulo?' i śmiał się tym swoim znienawidzonym przeze mnie lekceważącym uśmieszkiem, wykrzywiającym mu twarz w równie znienawidzonym grymasie. W końcu się wyswobodziłam. Obudziłam się w momencie, kiedy w śnie walnęłam go w twarz, w rzeczywistości zaś przypierdoliłam pięścią w ścianę. Takich snów też nienawidzę.
Myślę też duzo o Kajce... Jakoś nie dociera do mnie, że skoczyła z okna, że jej nie ma. Nie byłyśmy wielkimi przyjaciółkami, ale kiedyś spędzałyśmy sporo czasu razem, zwykle tańcząc na knajpianych stołach przy GNR. Czasem w poszukiwaniu czyjegoś numeru telefonu przelatuje mi jej imię w spisie kontaktów... Mam wtedy ochotę wysłać jej SMSa 'czesc, co slychac? moze umowimy sie w koncu na piwo?', ale wiem, ze nikt nie odpisze, ze ta wiadomosc nawet do niej nie dotrze.
I znalazłam coś lepszego i tańszego niż leżenie w wannie z cieplutką wodą - prysznic a potem zakopanie się pod spiworem + kocem z termoforem na brzuchu :) Polecam każdemu zmarźluchowi. Najlepiej z toną czekolady czy innych łakoci.
środa, 19 października 2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz