Czy to klaruje mi się powolutku jakaś życiowa ścieżka?
Po jakimś tam czasie totalnego bejowania i szlajania się po knajpach/meczach hokejowych/imprezach przychodzi nieśpiesznie moment ogarnięcia się. Mimo niechęci do robienia czegoś, co nie sprawia mi mega-frajdy, robię to. Mianowicie, małymi kroczkami, sprzątam, uczę się. Tylko ten cholerny czas, którego wciąż brakuje! Miałam tydzień urlopu, minął o wiele za szybko. Plan rozpieprzyła igła w palcu i niemal dwa dni spędzone na poszukiwaniach zaginionych biletów w domu Hipka. Weekend zaczął się w czwartek (a może i w środę?) i zmęczył mnie niesamowicie. W sobotę przyjaciel organizował urodziny (nie będę wszystkiego opisywać, musiałabym strzelić całe opowiadanie, ale była to jedna z lepszych prywatek, na jakich miałam okazję być), razem z jego dziewczyną i kumplem pomagałam w przygotowaniach, i już samo robienie sałatek i wódkowych galaretek było niesamowicie satysfakcjonujące, miłe i takie scalające wszystko. Miałam niesamowitą frajdę. Całą noc byłam na czuwaniu, dolewałam, robiłam ze znajomymi drinki, dorabiałam kanapki, wycierałam, jeśli coś się wylało, trochę zmywałam. Poszłam spać ostatnia, gasząc niepotrzebnie zapalone światła i takie tam różne, a potem pomagałam sprzątać. Wszystkie te zabiegi były tak samo przyjemne (ależ tak, przyjemne!) jak sama impreza. Nawet psy wybaczyły mi długą nieobecność i były tak wspaniałomyślne, że nie narozrabiały w domu. Tylko się pakowały wciąż na kolana :) Swoją drogą zaczynam odczuwać ich zwiększoną ilość w moim apartamencie. Mało tego - koleżanka chciała mi wcisnąć jeszcze jednego husa, ale już naprawdę nie mam gdzie go upchnąć. To by było samobójstwo. Nie mówiąc już o sąsiadach, którzy chyba by mnie wypatroszyli ;)
Gdybym miała powiedzieć, co jest dla mnie w życiu (przynajmniej w tym momencie) najważniejsze, bez wahania odpowiedziałabym - przyjaciele. Ludzi, których kocham i za których dałabym się pokroić. Cały czas żyję w poczuciu, że daję im z siebie za mało; że nie wiedzą, ile dla mnie znaczą. I ci, których znam dłużej, i ci, których znam nieco krócej, ale jakaś taka mentalna więź powstała. Kocham was całym pokręconym sercem!
piątek, 27 stycznia 2012
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz