czwartek, 12 stycznia 2012

Narada bojowa z Panną Joanną. Temat zszedł generalnie na sprawy damsko-męskie, a konkretnie na obecną paranoiczną sytuację. Kobiety rzucają się na mężczyzn jak wygłodniałe piranie na padlinę, wyszarpują sobie ich z rąk, walczą o uwagę. W świecie zwierząt (np. u ptaków przeto) jest tak, że to samiec nosi strojne piórka, pięknie śpiewa, lata czy inaczej zabiega o względy samicy. Ale xuj, przecież u ludzi wszystko jest na opak. To kobieta ma być multi-extra, walczyć dzielnie o swojego samca, żeby przypadkiem nie wyfrunął do innej. A jeśli na horyzoncie pojawia się świeże mięso - to mięso przebiera w zainteresowanych jak w ulęgałkach. Wszystko ma podane na tacy, nie musi się starać, bo to baby, głupie baby latają jak kot z pęcherzem, w akcie desperacji, w strachu przed samotnością, cholera wie - jeszcze milion powodów by się znalazło. Kobieta, która nie wymagała zdobycia jest mniej cenna. Ale któremu chce się zdobywać, jeśli wokół kręci się mnóstwo łatwych kąsków. W każdym razie zjawisko fascynujące, smutne, zastanawiające, żenujące i przerażające. Która nie walczy - niech pogodzi się z przegraną, z marginesem.

Parę notek wcześniej wspomniałam o tym, jak podchodzę do spraw seksu - że trzeba ze mną najpierw pochodzić nieco po wałach nadwiślańskich. Usłyszałam, że jestem wymierającym gatunkiem. Chyba rzeczywiście. W świecie Rozwartonogich.

I powoli dojrzewam do zapuszczenia korzeni w domu. Z tuzinem butelek wina, obok podobną ilością whisky (tak w ogóle - whisky i wciąganie tabaki to zdecydowanie kobiece używki), w miare sprawnym komputerem, muzyką i świętym spokojem. I pisać, pisać, pisać, malować, rysować, pisać i pisać. Nie wychodzić zbytnio nigdzie. Czytać. Ćwiczyć umysł. Skupiać się na swoim cholernym oddechu, jak wlatuje... wylatuje... wdech... wydech...

Ach, no i pralka dojechała. Niestety jeszcze czeka na uruchomienie. Mam także nowego domownika - Stefan jest wielkim piwnicznym szczurem i lubi buszować po kuchni. A psie dziewczyny próbują wcisnąć mi kolejnego tymczasowicza i biorąc pod uwagę urlop w nadchodzącym tygodniu - mocno się nad tym zastanawiam. Zostanę starą panną, ale przynajmniej ze zwierzyńcem. Crazy Dog Lady!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz