niedziela, 12 lutego 2012

Mark Lanegan wydaje nową płytę. Zdecydowanie nie mogę przestać jej słuchać. Z nim jest jak z przyjacielem - znam go już tyle czasu, ale wciąż zaskakuje. Mimo że niby nic nowego nie robi. Magiczne. Za miesiąc koncert, nie mogę się doczekać :) Widziałam go już raz na żywo, ten dzień zapadł mi w pamięć - wtedy to schizofreniczny sąsiad z dołu próbował wyważyć mi drzwi do mieszkania. Bo on słyszał głosy i tupanie po 22.00 i nie mógł spać. W sumie to mi go szkoda.

Poważnie... Słucham tego albumu dzisiaj już chyba siódmy raz :P

Dojrzewam też poważnie w końcu do remontu, raczej odświeżenia klaustrofobicznej sypialenki. Kolor ścian - wiadomy. Wykładzina jeszcze nie została wybrana. No i przymierzam się do zmiany łóżka na nieco większe, acz krótsze. Jedna ze ścian pokoiku ma 190cm, kur*a nie można było dociagnąć do 200... Obecny materac się nie nadaje, a musi być większy, bo już się z psami tam nie mieszczę!

Jeszcze lista życzeń... Chociaż co do życzeń to lepiej się ugryźć w język czasem. Niekiedy rzucone półżartem spełniają się w najmniej oczekiwanej chwili i potem nie wiadomo, co z nimi zrobić. No ale te są chyba bezpieczne - jeśli ktoś z was miałby do oddania jakąś wielką, ciepłą bluzę z kapturem to chętnie przygarnę :P

Rzekłam. Luty mógłby się już skończyć. W marcu koncerty, hokej wraca na torwar... :) I wiosna może przyjdzie też.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz