Wzięłam na swoje barki chyba dość sporo - jedno dziecko, drugie dziecko, wieczorami knajpa (no tak, wychodzi ekonomiczniej - jest zapieprz i nie ma czasu na myślenie, taki sam efekt jak przy chlaniu, tyle że zarabiam kasę zamiast ją wydawać, fakje), dorywcze administrowanie stroną i jeszcze robienie dredloków.
I nienawidzę momentu, kiedy zaczynam tęsknić, mimo że wiem, że absolutnie nie powinnam, bo to niezdrowe i nic dobrego nie wróży. Ale idzie mi ogarnianie tego wszystkiego coraz lepiej; nie myślę - a czuję. Myślenie nie wprowadza nic dobrego. Myślenie jest dobre w matematyce, ale nie tutaj. Człowiek rozkminia miliard możliwych scenariuszy, a i tak życie robi swoje i odpierdala coś z innej beczki, czego się nikt nie spodziewał. Tak jest zawsze, na tym to wszystko polega i cóż... Trzeba się przestać przejmować i cieszyć tym, co jest. To tak w teorii. A w praktyce druga strona łóżka jest nieznośnie zimna.
piątek, 24 lutego 2012
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz