piątek, 9 marca 2012

Miałam ochotę rozjebać kubek o ścianę tylko po to, żeby zobaczyć, jak głośny będzie huk. Dopiłam szlachetny butrszynowy trunek, resztkę dolewając do melisy w ukochanym różowym saganku i jebnęłam tym zielonym o ścianę. Dźwięk niesamowity. Głośny, puste ściany spotęgowały wrażenie; drobiny porcelany walają się po całej podłodze. Jedyne, czego się obawiam to sąsiedzi - inaczej wytłukłabym chyba całą skromną zastawę stołową, w której posiadaniu obecnie jestem. I tak nie jadam w domu.

Ale dzisiejszy dzień, który był jakimś totalnym błędem w matrixie, jakimś nieporozumieniem i porażką skończył się 57 minut temu. Dzięki Bogu. Mam wrażenie, że On czasem naprawdę chce mnie wkurzyć, ale może tylko mnie testuje i chce dobrze... Cholera wie. Nie zdaję wszystkich testów. Nie jestem prymuską. Czasem się wkurwiam. Czasem coś stłukę. Czasem zapłaczę. Czasem za dużo wypiję, a potem idę spać. Częściej jednak jestem totalnie bezużyteczna. Jestem niesamowicie naiwną pacynką, wierzącą w ludzką dobroć. Nadal w nią wierzę. Jak to moja mama mawia - kto ma miękkie serce ten ma twardą dupę. W każdym razie wszystko mija i dzisiaj tego się trzymam. Jutro jest nowy dzień, ma być zorza polarna, a ja upiję się z radości lub radością, zależy to od okoliczności, i zasnę w obcym łóżku stwarzając sobie imitację realności.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz