czwartek, 31 maja 2012

Odliczam dni. Jeszcze tylko jeden cieplutki, milutki, króciutki miesiąc i będę siedzieć w miejscu, gdzie las spotyka się z wielką wodą. Będę mieć również totalnie wyjebane na wszystko, wyłączony telefon, brudne ciuchy i masę szczęścia. I bardzo wyjątkowego samca u boku, który jest powodem niepohamowanej fali tęczowych rzygów i skitelsowych kupek. Taaaak, bardzo mocno tego potrzebuję. Tolerancja na nadmiar ludzi, zdarzeń, dźwięków wokół gwałtownie spada. Tydzień na łódce, potem tydzień nad Wigrami. A jak się wkurzę, to nie wrócę.

Stało się też co innego. Okropnego. Motocykl się stał. Nie mój rzecz jasna (tzn. jeszcze nie mój), ale po paru latach abstynencji, co by nie narażać się na gderanie ('zabijesz się', 'super, że KOLEGA ma MOTOR' i inne tego typu) na chwil kilka wcieliłam się w zacną rolę plecaczka na Fazerku 600 i aaaaach... Łzy szczęścia zalały kask od środka. Więc jak bozia da to jeszcze w tym roku zrobię prawko, następnie zacznę się prostytuować, by za rok spokojnie móc odkupić od kolegi ten konkretny motorek :3 zesram się chyba z radości.

Na razie jednak muszę zadowolić się 'tylko' rowerem. Ale nie byle jakim... No bo tak, pomyślałam sobie - dobra Koti, po wypłacie zapiszesz się na to prawko, rozłożysz sobie płatności na raty, żeby nie głodować przez resztę miesiąca. Tajasne. Samiec kupił nową ramę, wczoraj złożył do kupy wszystko i odleciałam. Po prostu nie mogłam zejść z tego roweru, nie mogłam i nie chciałam, przykleiłam się do niego na stałe. Jak już zeszłam nogi trzęsły mi się z radości, a banan nie złaził z gęby. Jest przezajebisty. W związku z tym wiadomo co Koti zrobi wkrótce. Tak właśnie. Nieodpowiedzialnie, ale chuj z tym. Ale ale - mój rowerek (mój, dostałam go już na własną własność sprezentowaną) też jest cacy, nie narzekam! Po błocie, po bagnie, po lesie daje radę, a po obniżeniu siodełka zrobił się w końcu bardziej zwrotny, co zaowocowało zabawą w gta Warsaw po chodnikach naszego pięknego miasta. Nie no, momentami i miejscami jest naprawdę ładne. W każdym razie po 3h jazdy było mi mało i po powrocie odstawiłam swojego krowulca, a podwędziłam samcu jego zabawkę i pojechałam w pizdu :) Siedzę więc teraz na allegro i obczajam możliwości zubożenia się finansowego o znaczną kwotę. Ale co poradzić, nałóg.

I naszła mnie refleksja, że w wieku 24 lat mam wszystko to, o czym marzyłam i czego mogłabym zapragnąć. Tak, zdecydowanie wszystko zależy od punktu siedzenia. O rzyganiu tęczą się nie rozpisuję, bo nadal nie mogę w pewne rzeczy uwierzyć i wydają mi się nierzeczywiste. Poza tym dla osób niezaangażowanych zapewne nudne, infantylne i takie tam ;P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz