Wracają, jak bumerang, samotne wieczory spędzone w domu w najlepszym możliwym towarzystwie - dobrej whisky i Toma Waitsa lub Marka Lanegana. Było spokojnie. Było cicho. Było sennie. Wszystko poukładane, wszystko na swoim miejscu, bez elementu zaskoczenia, który czułam przez skórę. Że niby coś się zbliża, ale jako że człowiek umiłował sobie podejście 'jeśli >amerykańscy naukowcy< nie udowodnią, że coś istnieje to znaczy, że tego nie ma' nadal traktuję intuicję jako błądzący dodatek do mojej osoby. A ona mnie tak naprawdę nigdy nie zawiodła.
Dzień spędziłam z siostrą. Pierwszy raz od dawna, od nie pamiętam kiedy - babski dzień bez facetów, zrobiłyśmy obiad, podzieliłyśmy się szczerymi spostrzeżeniami na temat przeszłości (staram się elegancko dobrać słowa, huehue) i po tych kilku godzinach doszłyśmy do wniosku, że fajnie byłoby mieć takie mieszkanie trzypokojowe i we dwie tam sobie mieszkać. Przeczytałam jej krótki 'życiorys', jaki spisała i powiem szczerze, że gdybym nie była jej siostrą - jego treść zszokowałaby mnie. Ale jestem jej siostrą. Żyłam obok i naprawdę wszystko widziałam. Nie znałam tylko kilku faktów sprzed moich narodzin. Tym bardziej kocham moją siostrę i tym bardziej chce mi się rzygać na myśl o matce. Owszem, na pewno nie miała lekko, ale jest to osoba, która stanowi wzorowy przykład kogoś, kto nigdy w życiu nie powinien mieć dzieci. Na dodatek nie rozumie, jaką krzywdę wyrządziła dwójce swoich dzieci i dalej to robi - w końcu zajmuje się jeszcze naszym bratem. Zupełnie jak mój ex-szwagier, który nigdy nie zdał i nie zda sobie sprawy, jak bardzo chujowe było to, co robił.
Chciałabym teraz wsiąść na rower i po prostu jechać, jechać, jechać przed siebie. Nie myśleć, nie zastanawiać się. Czysta jazda.
I te oczy, które wszystko wiedzą. Wystarczy, że spojrzą. Emisja ciepła, potrzebna do przetrwania. Zły koniec dnia. Tu jest granica, dalej się nie da.
wtorek, 23 października 2012
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz