sobota, 17 listopada 2012

Czy to jesień? Czy to pms? Czy to zmęczenie materiału?

Uznałam, że w mieszkaniu jest stanowczo za dużo miejsca, bo o rzeczy potykam się dopiero po ciemku, wpadłam więc na pomysł sprowadzenia do domu współlokatorki. Jak na ironię jest to istota, której wcześniej totalnie nie trawiłam, zdarzało mi się nawet rzucić w nią epitetem 'biała dziwka'. Jak widać zostało to puszczone w niepamięć, gdyż śpi teraz zwinięta w kłębek na łóżku. Na początku chowała się pod wannę, ale po krótkim czasie nawet coś zjadła i zrobiła piękną kupę do jeszcze piękniejszej kuwety. Mruczy, łasi się i śpi. Moja Sio drżała oczywiście, jak Kluska odnajdzie się w nowej sytuacji, ale najwyraźniej jest jej całkiem dobrze.

Jesień. Niestety daje się we znaki. Mimo najszczerszych chęci nie jestem w stanie zwlec się z łóżka o jakiejś normalnej porze jeśli nie muszę. Chodzę śnięta. Wpierdalam na potęgę, obżeram się czosnkiem i łososiem (co nie sprzyja kontaktom towarzyskim) oraz słodyczami. Przychodzi też mocno aspołeczna faza, spowodowana pewnie wieloma czynnikami, chęć siedzenia cały dzień w wyrze z książką, żarciem, oglądaniem jednym okiem Świętej Trójcy - About a Boy, Love Actually & Bridget Jones :3 I najedzenia się czosnku w celu zdemotywowania się co do jakiegokolwiek wyjścia poza dom, chociażby po srolę i coś do picia. I mimo posiadania od niedawna całkiem eleganckiego parowaru jedzenia rzeczy zalewanych wrzątkiem z popsutego, niewyłączającego się czajnika elektrycznego. Eklektycznego. Ekstrawertycznego. Słuchania Casha albo Velvet Underground. Dzisiaj jest dobry dzień do hodowania odleżyn.

Zrezygnowałam z pracy w knajpie. Fajnie jest mieć parę groszy więcej, ale nie w momencie, kiedy ktoś ewidentnie chce zrobić mnie w chuja. Jakąś tam godność osobistą jeszcze posiadam, chociaż poważnie zastanawiam się, czy nie wyprałam jej razem z materiałami syntetycznymi w 90 stopniach.

Moja miłość kwitnie. Jeździmy razem na przejażdżki dalsze i bliższe, przestał już tak marudzić. Ostatnio nawet uczymy się nowych rzeczy. Wiele mi wybacza. Jest cierpliwy i niezawodny. Nie złapał jeszcze gumy. Kumpel dokręcił kilka rzeczy i jeździ jak marzenie. Mój najwspanialszy na świecie Ursus. W przyszłym tygodniu idziemy na smarowanko, na wiosnę pełen przeglądzik, a ja żałuję, że dni coraz krótsze i zimniejsze, i że wolę tandem kołdra-książka. Chyba nie obrazi się, że rzadziej razem gdzieś wychodzimy...

O sprawach z zakresu wojen na świecie, polityk i tego typu szitu rozwodzić się nie będę. Mam najlepsze baby na świecie. Czekoladę, zupkę chińską, parowar, resztkę lodów. Zapowiada się imprezowo!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz