Niedziela. Upragniony dzień. Pierwsza od mniej więcej pięciu miesięcy próba. A trzecia w moim niespełna ćwierćwiecznym życiu. Jedna na tydzień, ale porządna, długa, owocna i długo wyczekiwana. To niesamowite - w domu nawet nie bardzo chce mi się wydrzeć japiszona, a kiedy przyjeżdżam do sali jest zupełnie inaczej. Trochę czasu schodzi mi na rozgrzewkę. A potem ćwiczę. I jest super :D I tak co tydzień. I mooooże coś z tego będzie, jak bozia pozwoli. W każdym razie przyrzekam rzeszom moich wiernych fanów, którzy zaglądają tu na pewno kilka razy dziennie - nawet kiedy będę celebrytką nie przestanę dla was pisać! :P
Poniedziałek. Odkryłam, że nie jestem sama. Mam dziewczynę. Z moją wieloletnią przyjaciółką miałyśmy małą wymianę argumentów (kiedyś to się nazywało kłótnią), po czym kiedy już ochłonęłyśmy powiedziałyśmy sobie wzajemnie parę rzeczy - i wtedy to się stało. To wyglądało jak kłótnia i słodkie pogodzenie się starego dobrego małżeństwa. I tak. Mam dziewczynę. Asiu, lofcjam Cjem. 4evor.
Wtorek zjadło. Ach. Doszłam do wniosku, że moja kołdra jest za wąska na dwie osoby.
Środa. Haha! Pełna werwy, optymizmu i wiary w sprawiedliwość stawiłam się w sądzie. Razem z siostrą. Sędzia przemaglował mnie na lewą stronę (oczywiście mówiłam do niego z rozpędu per 'pan', a mało brakowało, a walnęłabym 'no coś Ty'), z sali wyszłam chwiejnym krokiem, w barwach biało-czerwono-zielonych na twarzy. A to jeszcze nie koniec. W dodatku spółdzielnia, część mojego ukochanego miasta, założyła już przeciwko mnie sprawę o eksmisję. Świetnie! Świetnie mi się żyje w państwie polskim. Rewelacyjnie. Menelstwo zachlane ma dach nad głową, mogą sobie być zadłużeni, przechlewać kasę i szczać na drzwi wejściowe. Mieszkam tu od urodzenia i chcą mnie wywalić. Ech, szkoda gadać. Ale nie dam się. Na pocieszenie kołdra. I poszewka nawet. Dla Kluski pluszowy Szczurkoś (i kocimiętka), a dla brzuszka czekolada (tak dla odmiany). Zwieńczeniem dnia był wieczór z Farfałkiem, który to jeszcze brody nie zgolił (co pozytywnie wpływa na jego aparycję) oraz YouTube party z tymże kompanem. Cotygodniowe schadzki to już rytuał. Bardzo pomocny w utrzymaniu równowagi psychicznej w ciągu tygodnia.
Czwartek też zjadło, ale za to
Piątek był owocny. Spotkania towarzyskie kwitną. Najpierw siostra (która w drodze na rehabilitację ręki wywaliła się na schodach i zrobiła sobie coś z kostką, kocham!), kupno paczki glonów za 5zł (mniam) i za dużo spaghetti, po którym miałam brzuch napchany jak w 13. miesiącu ciąży. A potem, po miesiącu - Kama! Tak! W końcu. Proszę państwa, co za spotkanie. Przez te kilka lat od kiedy się poznałyśmy zachodzi w niej niesamowita metamorfoza i aż miło popatrzeć, jak się dziewczyna rozwija. Śliczna, oczytana, inteligentna. Lubi siedzieć w kuchni. I ma w domu dużo książek oczywiście. Hmm... Może zerwę z Aśką i zacznę kręcić z Kamą? A może trójkąt?
Nawet przeszło mi przez myśl, żeby skomentować piątkowe głosowanie na temat związków partnerskich, ale straciłam już cierpliwość. I ochotę na śledzenie polityki i tego typu podobnych wydarzeń. Po prostu chce mi się od tego rzygać, nerwy nie wytrzymują. Wolę pisać o czym innym. O lasach zielonych, rzekach mokrych, zwierzątkach, rowerkach, motorkach etc. A nie o gadających głowach.
Z resztą już niedługo. Zasiądę dumnie na pozycji Plecaka i z tej perspektywy świat będę oglądać. Doczekać się nie mogę. Potem sama będę Panią Kierowniczką.
Dzisiaj z piżamy wyskoczyła dopiero koło 14.30. Żeby pozory zachować. Gluty są lekkie i gardło nieco boli, więc niańczenie weekendowe odpadło. W ubraniu pozostałam niecałą godzinę, potem znowu wskoczyłam w piżamkę. Cały dzień w łóżku.
Jeszcze trochę i kwiaciarnię będę mogła otworzyć. Styczeń się jeszcze nie skończył, a już trzeci raz kwiaty w tym miesiącu dostałam. Nie może być! Świat zwariował.
niedziela, 27 stycznia 2013
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Kotłownia, śpiewaj więcej, choruj mniej i wcinaj lody :)
OdpowiedzUsuńnie chcę lodów, dupa mi urośnie i co wtedy? świat się skończy! a śpiewać więcej będę - obiecuję :3
OdpowiedzUsuń