O losie....
3,5h sprzątania i ogarniania ciuchów. Dlaczego? Przejęłam po znajomej komodę oraz przeuroczą szafę. Dobrałam się więc do całych moich ubraniowych zasobów i zrobiłam selekcję. Dwie ogromne torby ciuchów czekają na najbliższą edycję Uwolnij Łacha. Do tego karton i torba śmieci. Ale jest bardzo fajnie i nie ma takiego pierdolnika w końcu. Będzie cieplej - podłoga i malowanie ścian. W ogóle tydzień temu po raz pierwszy w życiu rozłożyłam (oraz w ogóle zobaczyłam rozłożony) stół w kuchni. Do głowy wbiło mi się tylko to, że jest tam czerwony prostokąt na ścianie. Gdzieś tam w podświadomości wiedziałam, że to rozkładany stół. W końcu się przydał! Po 25 latach nieużytkowania... Niesamowite. Idealny na parowar i do robienia sałatek. Seksu się na nim jednak uprawiać nie da, nawet nie chcę próbować. Jeszcze się człowiek połamie i klops!
I dzisiaj tak na sto pro doceniłam mieszkanie samej. Kocham mieszkać sama. Kocham kłaść się sama do wielkiego wyra, w którym mogę się rozwalić jak chcę. Moje rzeczy leżą tam gdzie chcę i nikomu nie przeszkadzają, nikt ich nie przestawia. Podoba mi się to. Podoba mi się moje mieszkanie i klimat, jaki w nim panuje. To, że udało mi się tchnąć w nie trochę mojego ducha i chaosu.
niedziela, 3 lutego 2013
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz