Czwartek. Zapowiadał się naprawdę niepozornie. Chociaż...?
Poranne słońce złożyło propozycję nie do odrzucenia. Wzięłam Ursusa pod pachę, wpakowaliśmy się do metra i pojechaliśmy na Bielany do Prawnika. Prócz spraw służbowych odbyliśmy miłą jak zawsze pogawędkę i ruszyłam z powrotem do domu, już na kołach swojego ukochanego. Dobra, wiem, że po płaskim. Ale jazda i tak z mega frajdą. Chociaż miałam wrażenie, że cały czas jadę pod wiatr - nie ważne, w którą stronę. Pod wiatr i już. Ale... gorąco. Słońce. Śmiem powiedzieć, że momentami było mi aż 'za ciepło', chociaż mi chyba nigdy nie jest za ciepło.
W domu dopadła mnie siostra - zgubili klucze do mieszkania i muszą podpierdolić mój komplet. Jak to dobrze, że wcześniej ja podpierdoliłam je im :3 Tak samo jak do dwóch poprzednich mieszkań. Do tej pory gdzieś te klucze mam i nie kwapię się bynajmniej z ich zwrotem. Ciekawe, czy jeszcze by pasowały...
I... I tak. Pojechałam na Wilanów, wzięłam małego słodkiego smroda na spacer, przechadzałam się uliczkami pełnymi domów jednorodzinnych różnej maści. Jak na przedmieściach, fajny klimat. Skręciłam nawet w ulicę Królewicza Jakuba, której to nazwa rozbawiła mnie niemal do łez. I znalazłam dom. Chcę taki, chcę ten dom. Wygooglałam go potem (tzn chyba akurat ten), ma 13 pokoi, więc zamarzyło mi się, by go kupić i sprowadzić do niego wszystkich swoich przyjaciół i siostrę. Muszę tylko iść po wypłatę do totolotka ;)
Wróciłyśmy ze spaceru, pobawiłyśmy się. Miałam wyjść o 19.00. Na kilka minut przed tą godziną stanęłyśmy z Różą i Babcią na schodach przed domem. Słyszę ryk silnika. Z tych, które wywołują u mnie ślinotok. Babcia na to 'o, tatuś jedzie', a mojej głowie 'co kurwa?' i po kilku sekundach moim oczom ukazał się Dodge Challenger Srt8. Łagodnie rzecz ujmując - myślałam, że się posram. Piękne bydle, brzmienie jak z bajki. Ci, którzy mnie znają jakiś już czas mogą sobie swobodnie wyobrazić moją reakcję (ale nie muszą oczywiście, hyhyhy), jest podobna w przypadku przystojnej brody, czasem też popłaczę się ze wzruszenia, kiedy sprzed Tesco ruszy jakiś taki KTM. Typowe. W każdym razie ręce się trzęsą, głos drży, ślinię się, dużo gadam piskliwym głosem. Słowem - wymarzona opiekunka. Potem było jeszcze lepiej, gdyż Tata powiedział 'masz czas? przejedziemy się trochę'. Dostałam wypieków na twarzy. Zapakowaliśmy się do tego cuda i... Nie da się tego opisać. Coś niesamowitego! Oczywiście - o ile ktoś się takimi rzeczami jara. Od słowa do słowa wyszła na jaw moja warsztatowa przeszłość oraz to, że Tata ma dwie ulice ode mnie... swój serwis samochodowy. Dalsze logiczne rozumowanie jest proste. Za dnia niania, po godzinach siedzieć będę w smarach. Niesamowicie się to układa! W każdym razie zamiast o 19.00 wyszłam z pracy o 00.30 i pierwszy raz żałowałam (wybacz!), że wzięłam rower, gdyż na pytanie Taty 'czy Cię nie odwieźć?' musiałam odpowiedzieć 'nie, bo co z rowerem...', a tak zadałabym na dzielni szyku :3
Oczywiście z wrażenia nie mogłam długo zasnąć.
Dzisiaj również zacieśniałam swoje więzy z Różą. Pogoda nie dopisała aż tak jak wczoraj, jednak 15 stopni i mżawka to nie taka tragiczna mieszanka :) No dobra, może nie jest najlepsza kiedy nie ma się błotnika. Brudny rower i brudny rowek.
Obecnie pozdrawiam z Wilczej. Jest bardzo ciekawie. Przez 2,5h usypiałam Łucję (charakterek ma po mamusi), 15 razy pod rząd czytałam jej 'Lokomotywę'. Zasnęła na pół godziny. Obudziła się. Znowu śpi. Obudziła się i płacze. Śpi. Do dzieci trzeba mieć anieeeeeelską cierpliiiiwość... -_-"
Jutro:
- rozmowa o pracę
- odebrać Pawła z lotniska (trafię?)
- dom
- koncert
- 30. urodziny Fifka.
Klonować. Ale lubię, kiedy dużo się dzieje.
Acha, dziś jeszcze Wszechświat kolejną psotę mi sprawił. Rejestracja samochodowa, która ścigała mnie po Wilanowie. Fakje!
piątek, 19 kwietnia 2013
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz