Będzie długo i ambitnie.
Wyjazd rowerowy w góry z przyjaciółmi zaliczam do nader udanych. W ramach prezentu urodzinowego kupiłam sobie nowe hamulce hydrauliczne, bo na tych swoich starych po prostu bałabym się jeździć :P To był całkiem spoko pomysł, chociaż absolutnie nie wiedziałam, ja będą się zachowywać. Efektem tego podczas pierwszego zjazdu wyleciałam przez kierownicę, rower przeskoczył po mnie i potoczył się beztrosko dalej, zafundowawszy mi tym samym szutrowy peeling. Humbak nieco ucierpiał, ale nie jest tak źle. Wszystko się ładnie goi. Pozostała trójka miała ze mnie ubaw + anielską cierpliwość, ponieważ ilość pytań i wątpliwości była doprawdy spora. Jeden z lepszych weekendów w tym roku, teraz mam szalony tydzień, ale to za chwilę.
W międzyczasie fejsbuk nie przypomniał o moich urodzinach, ale ci, co mieli pamiętać - niezawodnie się odezwali. Nawet matka!
W poniedziałek, 20.05. miałam podjąć ostateczną decyzję co do pracy. Albert na Wilanowie albo wylotowy Antek. Ze względów różnych zdecydowałam się zostać w Polsce naszej pięknej i wspaniałej, wywalczyłam sobie przy okazji bardzo korzystne warunki pracy. Moja decyzja ucieszyła nie tylko Alberta i jego rodziców, ale kilka innych osób, które lubią zostawić czasem swoje dzieciaki z Najlepszą Nianią w mieście :D Hipek bardzo się ucieszył z mojej wizyty, a mnie naprawdę wzrusza świadomość, na jakiego fajnego chłopaka rośnie.
A, no i przybył Phantom. Sztywniaczek przepiękny, lekki i wygodny. Uczymy się siebie.
Teraz o Krakowie. O mały włos, a nie pojechałabym. Nie wierzę w przypadki i zbiegi okoliczności. Wszystko do czegoś, dokądś prowadzi. Okazało się, że do końca maja mam wolne i pełnoetatową pracę zaczynam dopiero z początkiem czerwca, więc bez problemu mogłam zapakować się z Anetą do pociągu i skoczyć do Krakowa. Z początku miały być do trzy dni, potem rozwinęło się do pięciu dni - z Krakowa pod Tarnów do kuzynki Anety. Jednak poprzestałam na planie minimum mając na uwadze zarobienie jeszcze paru groszy w maju. Trwając w swym postanowieniu pojawiłam się w miniony poniedziałek rano u Anety i po chwili zostało mi oznajmione, że MUSZĘ ABSOLUTNIE ('Koti, no weź') pojechać na tydzień, bo Sartineczek ma już ustawione Figureczki Party. Nie miałam wyboru!
Po 3h jazdy (bilet rodzinny, fakje) dotarłyśmy do byłej stolicy. I... nie wiedziałam, gdzie mam podziać oczy. Tyle dup (czyli bardzo przyjemnych dla oka widoków w postaci męskoosobowej), że nie nadążałam się oglądać. Cudownie! Zakwaterowałyśmy się i poszłyśmy na miacho. Wieczór spędzony w domu, sił brak na jakiekolwiek imprezowanie (miałam się spotkać z byłym właścicielem Kendi, ale nie odezwał się). A nie, stop - poszłyśmy na obiad do knajpy, gdzie pracowała przyjaciółka Anety, Agata. Piłam najlepszą na świecie wódkę imbirową!
Dnia następnego umówiłyśmy się na ploty z Agatą. W międzyczasie kumpel (to też śmieszna sprawa - złapał mnie przez fb i wmówił, że poznaliśmy się na którymś HZ, ale totalnie go nie pamiętam :P) napisał, że jedzie w Bieszczady i żebym jechała z nimi, będą samochodem, zabiorą mnie z Rzeszowa. Po obgadaniu sprawy z Anetą postanowiłam skorzystać z opcji. Ale... No właśnie. Zasiadłyśmy we czwórkę w kawiarence, zamówiłyśmy jakieś słodkości. Kilka ogródków dalej zauważyłam całkiem przyjemnie wyglądającego osobnika, więc co jakiś czas zerkałam w tamtą stronę. Po kilku chwilach Łucja zaczęła kręcić się w wózku, wylazła, a mi przypadło zadanie biegania za nią. Modliłam się w duchu, żeby polazła do tamtego ogródka, żeby był jakiś idiotyczny pretekst do tego, by się tam pokręcić. I wiszę Łucji piwo, świetnie się spisała :D Kontakt został nawiązany, z bliska miły pan wyglądał jeszcze lepiej, nie mówiąc już o głosie. No ale dobra, sraty-taty, trzeba wracać. Zrobiłyśmy z Łucją papa i poszłyśmy. Jednak nie dawało mi to spokoju. W domu uznałam, że to pierdolę, pójdę tam i umówię się z typem na piwo. A co! Tak też zrobiłam. Czułam, że twarz mam czerwoną jak mak, piekły mnie uszy, ale nie zwolniłam kroku. Chuj, postanowione. Najwyżej odmówi, to nie jest takie straszne, a do końca życia żałowałabym, że nie zagadałam. I tak pierwszy raz od jakichś 10 lat po prostu podeszłam do kolesia i najzwyczajniej w świecie zapytałam, czy nie ma ochoty po pracy gdzieś się przejść :3 Tym sposobem się umówiliśmy.
Poznałam resztę ludzi pracujących w knajpie i w kilka osób siedzieliśmy sobie w ogródku już po zamknięciu. Czułam, jakbyśmy się znali wszyscy od dawna i byłam mega szczęśliwa, że poznałam kogoś nowego, fajnie spędzam wieczór. A im dłużej gadałam z miłym panem tym bardziej mi on przypadał do gustu, w końcu dostałam śmiechawy, bo pomyślałam, że gdyby strach wziął górę... nie byłoby mnie tam. Nie poznałabym go i inne rzeczy by się działy.
Z knajpy wytoczyliśmy się, kiedy na dworze było już jasno, do domu dotarłam koło 9.30. Miły młody człowiek uparł się, że zostanę jego żoną, zaproponował więc, żebym pojechała z nim w czwartek... do jego rodziców. Na co ja, mistrzyni przemyślanych kroków, rzecz jasna przystałam. Może być ciekawie! Spontan i przygoda. W związku z tym nie pojechałam w Bieszczady, zostaję w Krakowie dzieląc kawałek łóżka z przyszłym mężem, a pokój z jeszcze dwoma chłopami.
Czasami odnoszę wrażenie, że życie zaczęłam dopiero niedawno. Kiedy przestałam się bać i przejmować ludźmi i ich opinią, kiedy spontaniczność wróciła, kiedy znowu pozwalam emocjom kierować. Oprócz tego, że jestem permanentnie szczęśliwa - nadal dzieją się zupełnie niesamowite rzeczy. Gdybym wzięła tę drugą pracę wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej. Wszechświat lubi knuć i dobrze mu to wychodzi, za co jestem niezmiernie wdzięczna. Poza tym Kraków jest piękny.
środa, 29 maja 2013
czwartek, 9 maja 2013
Chodzą słuchy, że ponoć fajnie się mnie czyta. Bardzo mi miło takie słuchy słyszeć. Po dzisiejszej dyskusji na temat... skrajnych postaw twórców wszelkiej maści śmiem twierdzić, że jednak udało mi się jakimś cudem uplasować pomiędzy 'kurwajestemchujowa' a 'kurwajestemprzezajebista', i tak, w sumie mi też się siebie przyjemnie czyta :3
Oficjalnie. Dostałam pracę marzeń. Ach, i dzisiaj usłyszałam coś bardzo miłego! Otóż zadzwoniła do mnie moja imienniczka, której córka ma problem z zaakceptowaniem opiekunki. Najpierw myślałyśmy, że mała ma jakieś wąty konkretnie do mnie, ale nie - żadna dziewczyna jej nie przypasowała. I naprawdę nie obchodzi mnie, czym słowa były spowodowane, w każdym razie 'taka niania jak Ty jest jedna na milion' to +milyjard do expa :P Oczywiście żadna z rodzin nie chce mnie w tej chwili oddać, kolejne się o mnie biją, jednak wygrała Miła Pani, która zaoferowała mi spędzenie zimy we Włoszech. Większość roku podróżuje, a ja będę razem z nią. I kto powiedział, że bycie nianią to beznadziejna praca? Tym bardziej, że ja tego jako pracy nie traktuję. Dla mnie to jest zabawa i fajne spędzanie czasu, a przy okazji mi za to płacą i różne inne rzeczy się dzieją ;) W każdym razie! Jednak odchudzam rower, gdyż... zamierzam go zabrać ze sobą. Nie wyobrażam sobie tak długiej z nim rozłąki.
I kolejna zabawna sytuacja. Sąsiadka mająca drzwi naprzeciwko moich przydybała mnie, kiedy wychodziłam z domu. Mówi - Dorota, zrób coś z tymi drzwiami. Wobec braku sprecyzowania problemu z drzwiami zastanawiałam się, o co chodzi. Może za głośno się zamykają? Dalej mówi - no jak one wyglądają? Dla osób, które nie wiedzą, jak wyglądają moje drzwi wejściowe - są stare, koloru klatki schodowej, oblepione naklejkami typu 'dzielny pacjent', a z okazji malowania roweru walnęłam wesołego ludzika neonową różową farbą. Dalej mówi - bo to wygląda, jakby tam melina była, jakby ćpun tam jakiś mieszkał. Ile Ty masz lat? Jakby tam ktoś chory umysłowo mieszkał. Nie mogę na to patrzeć. Więc odpowiedziałam, że - mam 25 lat, nie musi patrzeć na moje drzwi, estetyka jest pojęciem względnym i delikatnym oraz mi z kolei nie podobają się drzwi sąsiada spod siódemki bo są ciemne, a on na pewno ma depresję. Przeprosiłam ją serdecznie i zapewniając, że nie chcę być niemiła absolutnie odmówiłam robienia czegokolwiek z drzwiami. No, może jeszcze bardziej je obkleję.
Powinnam uaktualnić CV. Dopisać kilka rzeczy, trochę je podrasować. Jedyny oraz największy ambaras w tym, że totalnie mi się nie chce. Nie chce mi się też myć, zmywać i sprzątać. Jutro aktywny dzień. Ponadto składam do kupy rower. No właśnie - rower. Z racji swojego koloru był Ursusem, teraz ma nowe barwy. Jakiś pomysł na imię? Oprócz 'Ruchadła' pomysłu Anety. Chyba aż tak odważna nie jestem. Chociaż... :3
Oficjalnie. Dostałam pracę marzeń. Ach, i dzisiaj usłyszałam coś bardzo miłego! Otóż zadzwoniła do mnie moja imienniczka, której córka ma problem z zaakceptowaniem opiekunki. Najpierw myślałyśmy, że mała ma jakieś wąty konkretnie do mnie, ale nie - żadna dziewczyna jej nie przypasowała. I naprawdę nie obchodzi mnie, czym słowa były spowodowane, w każdym razie 'taka niania jak Ty jest jedna na milion' to +milyjard do expa :P Oczywiście żadna z rodzin nie chce mnie w tej chwili oddać, kolejne się o mnie biją, jednak wygrała Miła Pani, która zaoferowała mi spędzenie zimy we Włoszech. Większość roku podróżuje, a ja będę razem z nią. I kto powiedział, że bycie nianią to beznadziejna praca? Tym bardziej, że ja tego jako pracy nie traktuję. Dla mnie to jest zabawa i fajne spędzanie czasu, a przy okazji mi za to płacą i różne inne rzeczy się dzieją ;) W każdym razie! Jednak odchudzam rower, gdyż... zamierzam go zabrać ze sobą. Nie wyobrażam sobie tak długiej z nim rozłąki.
I kolejna zabawna sytuacja. Sąsiadka mająca drzwi naprzeciwko moich przydybała mnie, kiedy wychodziłam z domu. Mówi - Dorota, zrób coś z tymi drzwiami. Wobec braku sprecyzowania problemu z drzwiami zastanawiałam się, o co chodzi. Może za głośno się zamykają? Dalej mówi - no jak one wyglądają? Dla osób, które nie wiedzą, jak wyglądają moje drzwi wejściowe - są stare, koloru klatki schodowej, oblepione naklejkami typu 'dzielny pacjent', a z okazji malowania roweru walnęłam wesołego ludzika neonową różową farbą. Dalej mówi - bo to wygląda, jakby tam melina była, jakby ćpun tam jakiś mieszkał. Ile Ty masz lat? Jakby tam ktoś chory umysłowo mieszkał. Nie mogę na to patrzeć. Więc odpowiedziałam, że - mam 25 lat, nie musi patrzeć na moje drzwi, estetyka jest pojęciem względnym i delikatnym oraz mi z kolei nie podobają się drzwi sąsiada spod siódemki bo są ciemne, a on na pewno ma depresję. Przeprosiłam ją serdecznie i zapewniając, że nie chcę być niemiła absolutnie odmówiłam robienia czegokolwiek z drzwiami. No, może jeszcze bardziej je obkleję.
Powinnam uaktualnić CV. Dopisać kilka rzeczy, trochę je podrasować. Jedyny oraz największy ambaras w tym, że totalnie mi się nie chce. Nie chce mi się też myć, zmywać i sprzątać. Jutro aktywny dzień. Ponadto składam do kupy rower. No właśnie - rower. Z racji swojego koloru był Ursusem, teraz ma nowe barwy. Jakiś pomysł na imię? Oprócz 'Ruchadła' pomysłu Anety. Chyba aż tak odważna nie jestem. Chociaż... :3
wtorek, 7 maja 2013
1. Tom Waits jest geniuszem, zdecydowanie! Zdecydowanie.
2. Znowu zawiało mnie na Wilczą, Aneta wróciła i już zdążyła mnie opieprzyć, że czemu mnie jeszcze tam gdzieś nie ma. A przecież byłam i jestem. No nie stoję przecież na rogu ulic pod ich domem czekając na okazje różnej maści, ale przybyłam na ploty i nawet na noc zostałam, mając rano możliwość oglądania panoramy miasta pogrążonej w chmurach. Dzisiaj też byłam - widok burzy nad Warszawą... I jutro, i pojutrze, i tak dalej... Drugi dom.
3. Bo w sumie mój dom jest taki coraz mniej domowy zdawać by się mogło. Taka miła noclegownia bardziej. A to tydzień u Siostry, a to kimanie na poddaszu i tym sposobem u siebie spędzam jakoś tak niewiele czasu. Z reszta i tak ostatnimi czasy zmieniłam mieszkanie w lakiernię. Cała kuchnia i łazienka jest w różowym pyle. Dzisiaj wyprałam pościel (gwoli ścisłości - ma, a raczej miała białe elementy), po wyciągnięciu z pralki nabawiła się różowawej poświaty. Tak, przed użyciem spreju zamknij pralkę. Będę pamiętać. Dodatkowo zaczęłam ogarniać mieszkanie jakoś bardziej i nagle zrobiło się więcej miejsca. Przymierzam się do mycia okien, jednak nie jestem do tego jakoś przekonana na razie. Może kiedy indziej jednak.
4. Oraz przeszłam samą siebie. Na owej Wilczej uraczono mnie przepyszną whisky oraz winem, a potem winem :3 Ale wina już mi nie polano. A raczej sama już sobie nie polałam. W każdym razie! Na jutro muszę mieć referencje. Zaświadczenie od poprzednich oraz obecnych pracodawców, jaką to nie jestem zajebistą nianią. I wszystko byłoby okej, gdyby te referencje pisali właśnie rodzice. Ale że oni nie wiedzą co napisać, więc... wszystko napisałam sama. Będąc na nieco innej orbicie. Moja pasja do pisania znalazła ujście. Oczywiście musiałam wymyślić trzy różne wersje. Napisać wszystko trzy razy inaczej. Mój mózg pragnie odparować.
5. Co do mózgu - mój kochany rowerek leży rozłożony na części i czeka na ponowne skręcenie. Nie za bardzo wytrzymuję w taką pogodę w stanie dysrowerii, zatem uruchomiłam staruszka Dżajanta. Wspaniałe przeżycie! Każdy wybój czy krawężnik czuję stokrotnie, miałam nawet wrażenie, że trzęsie mi się tłuszcz na czole podczas jazdy chodnikiem. Polecam, Żanet Kaleta.
6. Reszta bez zmian. Cały czas tak samo zajebiście. Praca jest, nie chcą mnie puszczać, wciąż dzwonią ludziska różni, czy jestem wolna. A po pracy, w ramach relaksu, zabieram Rafałowi łopatę i psuję pracę przy budowaniu trasy. Rzucam cegłami i babrzę się w błocie. O, mam truskawki! Miały być na jutrzejsze śniadanie, ale... sama nie wiem... No i ten Waits. Jest najlepszy na wszystko.
7. Za jakiś czas zwiedzanie świata, nie mogę się doczekać. Trochę wcześniej stuknie ćwierćwiecze. A jeszcze wcześniej może mały rajdzik Czelendżerem, tak na ładne oczy ;)
2. Znowu zawiało mnie na Wilczą, Aneta wróciła i już zdążyła mnie opieprzyć, że czemu mnie jeszcze tam gdzieś nie ma. A przecież byłam i jestem. No nie stoję przecież na rogu ulic pod ich domem czekając na okazje różnej maści, ale przybyłam na ploty i nawet na noc zostałam, mając rano możliwość oglądania panoramy miasta pogrążonej w chmurach. Dzisiaj też byłam - widok burzy nad Warszawą... I jutro, i pojutrze, i tak dalej... Drugi dom.
3. Bo w sumie mój dom jest taki coraz mniej domowy zdawać by się mogło. Taka miła noclegownia bardziej. A to tydzień u Siostry, a to kimanie na poddaszu i tym sposobem u siebie spędzam jakoś tak niewiele czasu. Z reszta i tak ostatnimi czasy zmieniłam mieszkanie w lakiernię. Cała kuchnia i łazienka jest w różowym pyle. Dzisiaj wyprałam pościel (gwoli ścisłości - ma, a raczej miała białe elementy), po wyciągnięciu z pralki nabawiła się różowawej poświaty. Tak, przed użyciem spreju zamknij pralkę. Będę pamiętać. Dodatkowo zaczęłam ogarniać mieszkanie jakoś bardziej i nagle zrobiło się więcej miejsca. Przymierzam się do mycia okien, jednak nie jestem do tego jakoś przekonana na razie. Może kiedy indziej jednak.
4. Oraz przeszłam samą siebie. Na owej Wilczej uraczono mnie przepyszną whisky oraz winem, a potem winem :3 Ale wina już mi nie polano. A raczej sama już sobie nie polałam. W każdym razie! Na jutro muszę mieć referencje. Zaświadczenie od poprzednich oraz obecnych pracodawców, jaką to nie jestem zajebistą nianią. I wszystko byłoby okej, gdyby te referencje pisali właśnie rodzice. Ale że oni nie wiedzą co napisać, więc... wszystko napisałam sama. Będąc na nieco innej orbicie. Moja pasja do pisania znalazła ujście. Oczywiście musiałam wymyślić trzy różne wersje. Napisać wszystko trzy razy inaczej. Mój mózg pragnie odparować.
5. Co do mózgu - mój kochany rowerek leży rozłożony na części i czeka na ponowne skręcenie. Nie za bardzo wytrzymuję w taką pogodę w stanie dysrowerii, zatem uruchomiłam staruszka Dżajanta. Wspaniałe przeżycie! Każdy wybój czy krawężnik czuję stokrotnie, miałam nawet wrażenie, że trzęsie mi się tłuszcz na czole podczas jazdy chodnikiem. Polecam, Żanet Kaleta.
6. Reszta bez zmian. Cały czas tak samo zajebiście. Praca jest, nie chcą mnie puszczać, wciąż dzwonią ludziska różni, czy jestem wolna. A po pracy, w ramach relaksu, zabieram Rafałowi łopatę i psuję pracę przy budowaniu trasy. Rzucam cegłami i babrzę się w błocie. O, mam truskawki! Miały być na jutrzejsze śniadanie, ale... sama nie wiem... No i ten Waits. Jest najlepszy na wszystko.
7. Za jakiś czas zwiedzanie świata, nie mogę się doczekać. Trochę wcześniej stuknie ćwierćwiecze. A jeszcze wcześniej może mały rajdzik Czelendżerem, tak na ładne oczy ;)
czwartek, 2 maja 2013
1. Nieoczekiwanie przyszły książki. Jak widać Paczkomatów święto pracy nie obowiązuje - i bardzo miło. Noc z Huxleyem się zapowiada, o ile wcześniej nie wyzionę ducha ze śmiechu oglądając 'Spadkobierców'.
2. Dialog z Zuzą:
- Kurna, muszę chyba zmienić siodełko. Skóra na tyłku zrobiła mi się od niego gruba i chropowata. Nie wyrwę już żadnego faceta na dupę - mówię ja
- Wyrwiesz, tylko nie pokazuj mu się nago - mówi ona
3. I rozkręcony na części pierwsze rower. Powinnam siedzieć rok na karnym jeżyku z potłuczonego szkła i rozżarzonych węgli w celu odpokutowania za grzech zaniedbania mojego najwspanialszego, ciężkiego, dwukołowego samca! Był tak zasyfiony, cały napęd CZARNY. Bardzo się zdziwiłam, że przednie zębatki są srebrne. Zupełnie bezsensownie usłuchałam opinii, że póki rower jeździ to się go nie rozkręca i nie czyści dogłębnie. Dziś wieeeeeeeem (życie cudem jeeeeeest), że to o kant dupy potłuc ;) Ale! Człowiek uczy się całe życie i kolejna lekcja za mną.
2. Dialog z Zuzą:
- Kurna, muszę chyba zmienić siodełko. Skóra na tyłku zrobiła mi się od niego gruba i chropowata. Nie wyrwę już żadnego faceta na dupę - mówię ja
- Wyrwiesz, tylko nie pokazuj mu się nago - mówi ona
3. I rozkręcony na części pierwsze rower. Powinnam siedzieć rok na karnym jeżyku z potłuczonego szkła i rozżarzonych węgli w celu odpokutowania za grzech zaniedbania mojego najwspanialszego, ciężkiego, dwukołowego samca! Był tak zasyfiony, cały napęd CZARNY. Bardzo się zdziwiłam, że przednie zębatki są srebrne. Zupełnie bezsensownie usłuchałam opinii, że póki rower jeździ to się go nie rozkręca i nie czyści dogłębnie. Dziś wieeeeeeeem (życie cudem jeeeeeest), że to o kant dupy potłuc ;) Ale! Człowiek uczy się całe życie i kolejna lekcja za mną.
Subskrybuj:
Posty (Atom)