1. Tom Waits jest geniuszem, zdecydowanie! Zdecydowanie.
2. Znowu zawiało mnie na Wilczą, Aneta wróciła i już zdążyła mnie opieprzyć, że czemu mnie jeszcze tam gdzieś nie ma. A przecież byłam i jestem. No nie stoję przecież na rogu ulic pod ich domem czekając na okazje różnej maści, ale przybyłam na ploty i nawet na noc zostałam, mając rano możliwość oglądania panoramy miasta pogrążonej w chmurach. Dzisiaj też byłam - widok burzy nad Warszawą... I jutro, i pojutrze, i tak dalej... Drugi dom.
3. Bo w sumie mój dom jest taki coraz mniej domowy zdawać by się mogło. Taka miła noclegownia bardziej. A to tydzień u Siostry, a to kimanie na poddaszu i tym sposobem u siebie spędzam jakoś tak niewiele czasu. Z reszta i tak ostatnimi czasy zmieniłam mieszkanie w lakiernię. Cała kuchnia i łazienka jest w różowym pyle. Dzisiaj wyprałam pościel (gwoli ścisłości - ma, a raczej miała białe elementy), po wyciągnięciu z pralki nabawiła się różowawej poświaty. Tak, przed użyciem spreju zamknij pralkę. Będę pamiętać. Dodatkowo zaczęłam ogarniać mieszkanie jakoś bardziej i nagle zrobiło się więcej miejsca. Przymierzam się do mycia okien, jednak nie jestem do tego jakoś przekonana na razie. Może kiedy indziej jednak.
4. Oraz przeszłam samą siebie. Na owej Wilczej uraczono mnie przepyszną whisky oraz winem, a potem winem :3 Ale wina już mi nie polano. A raczej sama już sobie nie polałam. W każdym razie! Na jutro muszę mieć referencje. Zaświadczenie od poprzednich oraz obecnych pracodawców, jaką to nie jestem zajebistą nianią. I wszystko byłoby okej, gdyby te referencje pisali właśnie rodzice. Ale że oni nie wiedzą co napisać, więc... wszystko napisałam sama. Będąc na nieco innej orbicie. Moja pasja do pisania znalazła ujście. Oczywiście musiałam wymyślić trzy różne wersje. Napisać wszystko trzy razy inaczej. Mój mózg pragnie odparować.
5. Co do mózgu - mój kochany rowerek leży rozłożony na części i czeka na ponowne skręcenie. Nie za bardzo wytrzymuję w taką pogodę w stanie dysrowerii, zatem uruchomiłam staruszka Dżajanta. Wspaniałe przeżycie! Każdy wybój czy krawężnik czuję stokrotnie, miałam nawet wrażenie, że trzęsie mi się tłuszcz na czole podczas jazdy chodnikiem. Polecam, Żanet Kaleta.
6. Reszta bez zmian. Cały czas tak samo zajebiście. Praca jest, nie chcą mnie puszczać, wciąż dzwonią ludziska różni, czy jestem wolna. A po pracy, w ramach relaksu, zabieram Rafałowi łopatę i psuję pracę przy budowaniu trasy. Rzucam cegłami i babrzę się w błocie. O, mam truskawki! Miały być na jutrzejsze śniadanie, ale... sama nie wiem... No i ten Waits. Jest najlepszy na wszystko.
7. Za jakiś czas zwiedzanie świata, nie mogę się doczekać. Trochę wcześniej stuknie ćwierćwiecze. A jeszcze wcześniej może mały rajdzik Czelendżerem, tak na ładne oczy ;)
wtorek, 7 maja 2013
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz